Petr Cech: Nigdy w życiu! Dziennikarzom wydaje się, że piłkarze Chelsea to snoby, którzy mają o sobie wysokie mniemanie. A to nieprawda. Jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy twardo stąpają po ziemi. Nie myślimy o sobie jako o kimś niezwykłym, nie bierzemy od siebie nawzajem autografów (śmiech).
Tego nie wiem, za to jestem pewien, że nasza forma idzie w górę. Ostatnie spotkanie z Aston Villą było najlepszym meczem Chelsea w tym sezonie. A jak zaczną nas omijać te przeklęte kontuzje, to będziemy się prezentować jeszcze efektowniej niż w miniony weekend. Wtedy rywale niewątpliwie poczują wielki strach przed moim zespołem (śmiech).
(długa cisza) Naturalnie. Takie nieprzyjemne zdarzenie może spotkać każdego, wierzę, że Anglik nie chciał mnie specjalnie uderzyć. Tak w ogóle to ja nie lubię o tym mówić, ani rozmyślać. Życie toczy się dalej, trzeba patrzeć przed siebie, a nie za.
Nie mam zamiaru więcej mówić o tamtej sytuacji.
Tylko jak obrońcy coś do mnie mówią – hełm zasłania mi uszy i ich nie słyszę. Oczywiście żartuję. Tak poważnie to muszę powiedzieć, że czuję się psychicznie lepiej, gdy wiem, że mam na sobie coś, co chroni moją głowę.
Może pana zaskoczę, ale powiem, że wcale nie jestem zwolennikiem tego rodzaju przykazów. Niektórym bramkarzom może być niewygodnie grać w kasku. A jak ktoś chce go założyć, to przecież może to bez problemu zrobić. Dlatego nie kombinowałbym za bardzo ze zmianą przepisów.
Wiedziałem, że w końcu padnie to pytanie, więc już obmyśliłem sobie odpowiedź (śmiech). To jeden z dziesięciu najlepszych bramkarzy świata, a na pewno numer jeden w lidze szkockiej. Tak w ogóle to chciałem powiedzieć, że macie kilku bardzo dobrych golkiperów. Numer dwa reprezentacji Łukasz Fabiański to wielki talent.
Poważnie? Jak to się stało?
Ciekawa sytuacja. I pewnie chciałby pan, żebym ją skomentował?
Niestety, nie zrobię tego. Proszę wybaczyć, ale nie wtykam nosa w cudze sprawy.
Pewnie pana nie zaskoczę odpowiedzią: obie drużyny są groźne. Słoweńcy bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie w spotkaniu z Polakami. Sądziłem, że wygracie je bez problemów, a tymczasem musieliście się napocić, żeby uzyskać remis. To ciekawa drużyna, której poszczególni gracze mają w sobie sporo fantazji. A Polska? No cóż, waszym atutem jest przygotowanie taktyczne.
Szczerze? Dla mnie to bez żadnego znaczenia. Podczas gry nie zwracam uwagi na trybuny. Koncentruje się na tym, co dzieje się na boisku.
Oczywiście. Zagraliśmy wtedy słabiutko i zasłużenie przegraliśmy 0:2. Zapewniam polskich kibiców, że wasza reprezentacja drugi raz nie poradzi sobie z nami tak łatwo (śmiech).
Tak. Cieszę się, że sprawa znalazła dobre zakończenie. Nie znam dokładnie szczegółów tego, co działo się w waszym kraju, ale sądzę, że FIFA podjęła jedyną słuszną decyzję.
Zdecydowanie na Milana Barosa. Chłopak znakomicie odrodził się w Galatasaray Stambuł – z tego, co pamiętam, to strzelił w tym sezonie siedem goli w sześciu meczach dla tego klubu.
Ja nie lubię wszelkiego rodzaju rankingów i porównań. Na pewno tamten zespół stać było na występ w finale mistrzostw Europy. Szkoda, że nie doszliśmy tak daleko i zdobyliśmy tylko brąz.
Choć trudno w to uwierzyć, to powiem, że zdarzały mi się jeszcze mniej fajne występy (śmiech). Nie uważam, że w tamtym spotkaniu grałem jakoś strasznie słabo. Po prostu raz się pomyliłem, choć prawdą jest, że skutki tego były tragiczne. Jednak nie rozpamiętuję już tej sytuacji. Śpię spokojnie i czekam na spotkanie z Polakami.