- powiedziała rzeczniczka PGE Narodowy Monika Borzdyńska.
Specjalnie na ten mecz z lotniska im. Fryderyka Chopina wypożyczono skaner do wykrywania materiałów pirotechnicznych.
- dodała Borzdyńska.
Sędzia Piotr Lasyk po raz pierwszy przerwał spotkanie na początku drugiej połowy. W sektorze kibiców Legii odpalono wówczas race i cały stadion został zadymiony. Mecz wznowiono po kilku minutach, gdy nieco poprawiła się widoczność, ale później znów użyto środków pirotechnicznych. Tym razem z sektora Arki z dużą siłą wystrzelono kilka rac, które z ogromną prędkością przeszywały powietrze. Jedna z nich spadła na boisko. Piłkarze musieli zaczekać, aż służby porządkowe ją wyniosą. Kilka rac poleciało również w inne części stadionu.
- podkreśliła Borzdyńska.
Wydarzeniami podczas środowego finału PP na PGE Narodowym zajmie się Komisja Dyscyplinarna PZPN. Standardowo obraduje ona w czwartki i póki co nie podjęto decyzji o nadzwyczajnym zwołaniu posiedzenia. W piątek natomiast Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe wdrożyła postępowanie sprawdzające dot. wnoszenia i posiadania wyrobów pirotechnicznych. Na materiały zgromadzone przez policję oczekuje prokurator.
Legia wygrała w środę z broniącą trofeum Arką 2:1 i po raz dziewiętnasty wywalczyła Puchar Polski. Spotkanie obejrzało ponad 47 tysięcy widzów.