"Od klęski na mundialu nic nie idzie w dobrą stronę. Rok 2018 pozostanie rokiem upadku futbolu niemieckiego" - ocenia tygodnik "Focus", a "Tageszeitung" stwierdza: "Debata nad utrzymaniem na stanowisku Joachima Loewa rozpocznie się od nowa. I selekcjoner to wie".

W mistrzostwach świata w Rosji jego podopieczni, broniący tytułu, odpadli niespodziewanie już w fazie grupowej, ale mimo to Loew utrzymał posadę. Umowę z federacją do 2022 roku przedłużył już w maju i mówił wtedy, że wypełni kontrakt niezależnie od wyniku osiągniętego w Rosji.

"Czy szkielet drużyny Loewa, mistrzów świata z 2014 roku, jest jeszcze kluczem do sukcesu?" - zastanawia się dziennik "Bild", wskazując, że w wyjściowej jedenastce wystąpiło w Amsterdamie pięciu zawodników z podstawowego składu z mundialu w Brazylii: Manuel Neuer, Mats Hummels, Jerome Boateng, Toni Kroos i Thomas Mueller. Nie okazało się to receptą na sukces, gdyż w grze reprezentacji "zabrakło śmiałości, pomysłu, skuteczności".

W sobotni wieczór Niemcy wyrównali niechlubny rekord pięciu porażek w roku kalendarzowym. W przeszłości dwukrotnie mieli tak złą serię - w 1956 roku, gdy reprezentację prowadził Sepp Herberger, oraz w 1985 roku za kadencji Franza Beckenbauera. Rekord mogą pobić we wtorek w kolejnym meczu Ligi Narodów, który rozegrają w Paryżu przeciwko mistrzom świata Francuzom.

Niemcy nigdy wcześniej nie przegrali z Holandią w takich rozmiarach. Najwyższe porażki z tym tradycyjnym rywalem - po 1:3 - ponieśli podczas Euro 1992 oraz w towarzyskim meczu w 2002 roku. Sam Loew zanotował tylko jedną tak wysoką przegraną - w październiku 2007 roku z Czechami (0:3) w eliminacjach do Euro 2008, gdy jego zespół miał już zapewniony awans.

W Amsterdamie Loew po raz 168. poprowadził drużynę narodową, bijąc rekord Herbergera, selekcjonera w latach 1936-42 oraz 1950-64.