Cezary Kulesza ostatnio ma fatalną prasę. Prezes PZPN co chwilę musi się tłumaczyć z kolejnych afer. Robi to z gracją słonia w składzie porcelany i w efekcie "pożar" nie gaśnie. Medialnym atakom na sternika polskiej piłki dziwi się Tomasz Lis. Dziennikarz doszukuje się w tym drugiego dna.
Ostatnia afera, która wstrząsnęła polską piłką dotyczy obecności Mirosława Stasiaka na pokładzie samolotu PZPN do Kiszyniowa. Były działacz piłkarski, który został skazany w przeszłości za korupcję w futbolu był też gościem oficjalnej kolacji organizowanej przez PZPN w stolicy Mołdawii.
Gdy sprawa wyszła na jaw, to na głowę Kuleszy posypały się gromy. Szef polskiej piłki tłumaczył się dość pokrętnie, czym tylko dolał oliwy do ognia.
Medialnemu atakowi na prezesa PZPN dziwi się Tomasz Lis. Według niego w całej sprawie musi chodzić o… pieniądze. Spore pieniądze.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|