Dziennik Gazeta Prawana logo

To koniec ery Leo Beenhakkera

9 września 2009, 23:04
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
To było do przewidzenia. Polscy piłkarze nie potrafili się podnieść po sobotnim remisie z Irlandią Płn. I ostatecznie pogrzebali szanse awansu do mistrzostw świata. W porównaniu z poprzednim spotkaniem Leo Beenhakker zmienił tylko garnitur. Na Słoweńców okazało się to za mało. Gospodarze byli od nas o klasę lepsi i zasłużenie wygrali 3:0.

Leo na stadionie w Mariborze wstąpił w eleganckim jasnym garniturze. Poprzedni - czarny - okazał się niefartowny więc powędrował do szafy. Beenhakker tym razem nie odrobił pracy domowej i nie potrafił zaszczepić swoim zawodnikom ambicji, woli walki i zwycięstwa.

Niby to nic nowego, bo nasza reprezentacja gra słabo od ponad roku. Tym razem jednak cena jaką zapłacimy za tę porażkę jest bardzo wysoka - nie pojedziemy na mistrzostwa do RPA.

Szczerze mówiąc zupełnie na to nie zasłużyliśmy. Drużyna znad Adriatyku przewyższała nas pod każdym względem. Byliśmy wolniejsi, słabsi fizycznie, mniej dokładni, bezradni w ataku, a przede wszystkim nasi piłkarze byli dużo gorsi technicznie.

Gospodarze co chwilę próbowali dryblingów, pojedynków i zwykle wychodzili z nich zwycięsko. Dzięki temu stwarzali sobie mnóstwo sytuacji podbramkowych, z których dwie po mistrzowsku wykorzystali. Aż żal było patrzeć na te męczarnie...

Jego zakup, to chyba najlepsza inwestycja Wisły Kraków od wielu lat. Tak dynamicznego, szybkiego i świetnego technicznie lewoskrzydłowego na pewno uda się sprzedać za dobre pieniądze na Zachód tym bardziej, że Słoweniec będzie się mógł najprawdopodobniej wypromować podczas przyszłorocznych mistrzostw świata. Słowenia jest bowiem w tej chwili zdecydowanie najlepszą drużyną naszej grupy i z taką grą z pewnością poradzi sobie i z Czechami i Słowakami.

W 43. min uciekł po skrzydle i idealnie podał do Milivije Novakovicia, który pokonał mającego pełne ręce roboty Artura Boruca. Brmkarz Celtiku Glasgow piłkę z siatki musiał wyciągać także już w 14. min po fantastycznej akcji napastnika Bochum Zlatko Dedicia i w 61. min po strzale Valtera Birsy (druga asysta Kirma). My pierwszy strzał oddaliśmy w 69. min (Euzebiusz Smolarek), ale wtedy było już po meczu.

Kibice na kameralnym stadionie w Mariborze oszaleli z radości. Trudno się dziwić ich radości, bo na grę Słowenii naprawdę było przyjemnie popatrzeć. To na pewno będzie ich drogo kosztowało.

Wiedzą coś o tym w PZPN. Dlatego wczoraj nie chciała wziąć odpowiedzialności za kibiców, którzy kupili bilety od Słoweńców w efekcie ok. 500 Polaków koczowało pod bramami, bo miejscowi nie chcieli ich wpuścić.

Słoweńcy mieli chwile radości już przed meczem, bo zwycięstwo w mistrzostwach Europy odnieśli ich koszykarze. Po meczu świętowaniu nie było więc końca. Dla nas na pocieszenie pozostają już tylko sukcesy w innych niż piłka nożna sportach.

Przed nowym selekcjonerem, którym ma być Franciszek Smuda stoi więc trudne zadanie odbudowania naszej piłki reprezentacyjnej. Zadanie tym trudniejsze, że przez ostatni rok Leo popsuł wszystko co się dało. .

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj