Sędzia nie uznał gola dla Legii
Legia od samego początku pokazała, że przyjechała do Szczecina po trzy punkty. Podopieczni Marka Papszuna przejęli inicjatywę i zepchnęli rywali do defensywy. Już w 7. minucie powinni prowadzić 1:0. Po rzucie rożnym Mileta Rajovic wepchnął piłkę do siatki gospodarzy. Gol nie został jednak zaliczony. Sędzia Tomasz Frankowski uznał, że legionista pomagał sobie ręką.
Duńczyk przed przerwą jeszcze dwukrotnie uderzał na bramkę. W obu przypadkach Valentin Cojocaru nie miał żadnych problemów.
Hindrich uratował Legię przed stratą gola
Po upływie 30. minut mecz się wyrównał. Legia nadal miała przewagę w posiadaniu piłki, jednak coraz częściej "Portowcom" udawało się przenieść grę na połowę gości.
Najlepszą okazję do pokonania Otto Hindricha przed przerwą miał Jean-Pierre Nsame. Były napastnik Legii dobrze uderzył głową, ale jeszcze lepiej między słupkami spisał się jego były klubowy kolega.
Rajovic znów miał pecha
Nsame kolejną okazję miał na samym początku drugiej części spotkania. Jednak i tym razem golkiper drużyny ze stolicy spisał się bez zarzutu.
W 54. minucie piłka ponownie znalazła się w bramce Pogoni i znów gol nie został zaliczony. Rajovic, który ostatni dotknął piłki był na spalonym.
W 71. minucie Rajovic miał kolejną stuprocentową okazję do strzelenia gola. Duńczyk zamiast dopełnić formalności i dobić piłkę do pustej bramki trafił w nogi obrońcy.
Arsenic bohaterem Legii
Dziesięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry swoją szansę mieli miejscowi. Po błędzie Rafała Augustyniaka, który nie trafił w piłkę oko w oko z Hindrihem stanął Paul Mukairu. Piłkarz Pogoni przegrał ten pojedynek.
Legioniści do samego końca starali się zdobyć zwycięską bramkę. Ich próby nie przyniosły efektu przyniosły w tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Po wrzucie piłki z autu i sporym zamieszaniu debiutujący w Legii Zoran Arsenic strzelił zwycięskiego gola.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
