Choć biznesmeni Ly Vanna i Mats Hartling, stojący za funduszami zainteresowanymi Wisłą wiedzieli, że przelanie 12 mln zł trwa, zostawili sprawę na ostatnią chwilę - mówią informatorzy. Efekt? W piątek pieniędzy nie było jeszcze na koncie klubu.

"Wczoraj ani Wisła Kraków SA, ani Towarzystwo Sportowe nie komentowały sprawy" - opisuje sprawę "Przegląd Sportowy".

W sobotę Towarzystwo Sportowe wydało krótkie oświadczenie: „Do tej pory potwierdzenie przelewu nie dotarło do Zarządu TS "Wisła" Kraków. Oczekujemy na wyjaśnienia właścicieli Wisły Kraków SA. Dbając o pozytywne rozwiązanie sprawy i założenia umowy, dalsze komunikaty pojawią się w poniedziałek 31 grudnia.”

Za pośrednictwem oficjalnego konta Wisły na Twitterze pojawiło się za to oświadczenie Matsa Hartlinga: "W czwartek, 27 grudnia Alelega Luxembourg reprezentowana przez pana Vanna Ly poinformowała swoich wspólników: Noble Capital Partners i pana Pietrowskiego, że przelew zostanie wytransferowany z jego rachunku bankowego dnia 28 grudnia. Zarówno NCP, jak i pan Pietrowski nie mają powodów, by wątpić, że wspomniany przelew zostanie potwierdzony najbliższego dnia pracy banku, tj. 31 grudnia".

"Biorąc pod uwagę zaniepokojenie wszystkich zaangażowanych stron, NCP i pan Pietrowski oczekują jednak potwierdzenia i wyjaśnień od pana Ly, który ze względu na okres świąteczny przebywa w podróży i kontakt z nim jest utrudniony" – napisał biznesmen.

Zdaniem dziennikarzy "Przeglądu Sportowego", pieniądze wpłynęły już jednak na konto klubu.

"Po transferze pieniędzy na konto Wisły, powinny zostać one przekazane do wierzycieli - piłkarzy, trenerów, ale również Urzędu Skarbowego i ZUS-u. Pieniądze są potrzebne szybko, gdyż kilku piłkarzy złożyło wniosek o spłatę zaległości, a klub ma dwa tygodnie na wypłatę zaległych pensji. W innym wypadku zawodnicy będą mogli wypowiedzieć kontrakt z winy klubu" - pisze gazeta.

Ale o świętowaniu nie ma jeszcze mowy. Tym bardziej, że były członek zarządu Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków Rafał Wisłocki podważa na Twitterze prawidłowość potwierdzenia przelewu, jaki miał otrzymać krakowski klub.

Kilka dni temu w Zurychu władze Towarzystwa Sportowego Wisła podpisały umowę warunkową na sprzedaż stu procent udziałów w piłkarskiej spółce. Większościowy pakiet - 60 procent akcji przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego. Pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga.

Transakcja miała zostać jednak dopełniona dopiero wówczas, gdy do 28 grudnia, do północy, nowi właściciele dokonają przelewu ustalonej kwoty. Według szacunków wynosi ona około 12 milionów złotych i ma być przeznaczona na spłatę najpilniejszych długów. W piątek do północy Vanna Ly i Mats Hartling nie przeleli pieniędzy na konto krakowskiego klubu. Co oznacza, że umowa nie weszła w życie. To oznacza, że akcje piłkarskiej spółki ponownie trafią do Towarzystwa Sportowego Wisła.

Towarzystwo Sportowe Wisła jest właścicielem Wisły SA od sierpnia 2016 r. Piłkarska spółka zmagała się jednak z ogromnymi problemami finansowymi, a jej zadłużenie szacowane jest na około 40 milionów złotych.