Portugalczycy nie chcieli się przemęczać
Mecz zaczął się idealnie dla Portugalczyków. Lepszego początku podopieczni Roberto Martineza nie mogli sobie wymarzyć. Już w 6. minucie otworzyli wynik spotkania. Do siatki rywali trafił Joao Neves. Pomocnik Paris Saint-Germain pokonał bramkarza pięknym strzałem głową.
W tym momencie wielu spodziewało się, że kolejne gole dla reprezentacji Portugali są tylko kwestią czasu. Jednak Ronaldo i spółka zamiast pójść za ciosem zredukowali bieg i liczyli, że niewielkim wysiłkiem uda im się kontrolować przebieg wydarzeń na boisku.
Ronaldo i jego koledzy ukarani za minimalizm
Piłkarze z Afryki widząc, że przeciwnicy nie zamierzają się zbytnio przemęczać ruszyli do przodu. To przyniosło efekt w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Do remisu doprowadził Yoane Wissa. Napastnik Newcastle United podobnie jak wcześniej Neves umieścił piłkę w bramce głową.
Ronaldo brakowało precyzji
Portugalczycy na drugą połowę wyszli mocno podrażnieni. Przejęli inicjatywę i za wszelką cenę próbowali strzelić zwycięskiego gola, ale defensywa przeciwników, w której pierwsze skrzypce grał Kapuadi spisywała się bez zarzutu.
Ronaldo swoją pierwszą dogodną okazję do strzelenia gola miał dopiero w 69. minucie. Piłka po jego uderzeniu minęła jednak słupek bramki i strzegący jej Lionel Nzau Mpasi mógł odetchnąć z ulgą.
Cztery minuty później byliśmy świadkami bliźniaczej sytuacji, ale Ronaldo znów nie zdołał trafić do siatki. Dla 41-latka był to 23. występ w mundialu, a częściej od niego grało tylko trzech piłkarzy (Lionel Messi 27., Lothar Matthaeus 25. i Miroslav Klose 24.).
Historyczny punkt dla Demokratycznej Republiki Konga
Napór Portugalczyków nie słabł do ostatniego gwizdka sędziego. Mimo wielkiej przewagi faworytom nie udało się strzelić zwycięskiego gola i mecz zakończył się sensacyjnym remisem. Dzięki niemu grający w Widzewie Kapuadi i jego koledzy z reprezentacji Demokratycznej Republiki Konga zdobyli historyczny punkt na mistrzostwach świata.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.