Kolejny wielki powrót Argentyny
Argentyńczycy ponownie udowodnili, że potrafią walczyć do ostatnich minut. W ćwierćfinale odrobili dwubramkową stratę w starciu z Egiptem i zwyciężyli 3:2. W środowym półfinale również znaleźli się w trudnej sytuacji, przegrywali z Anglią 0:1, ale zdołali zdobyć dwie bramki i rozstrzygnąć spotkanie jeszcze przed dogrywką.
Postawa zespołu zrobiła ogromne wrażenie na Lionelu Scalonim.
– Nie mam słów. To, co pokazują piłkarze, robi wrażenie. Jesteśmy wyjątkowi i nie jest to arogancja. Ta grupa nie przestaje mnie zaskakiwać – podkreślił selekcjoner reprezentacji Argentyny.
Scaloni podziękował kibicom
Szkoleniowiec „Albicelestes” zwrócił również uwagę na rolę publiczności, która do ostatniego gwizdka wspierała jego drużynę.
– Z całego serca dziękuję. Ci ludzie ponieśli nas dziś do zwycięstwa. To wielkie szczęście dla tego narodu i tego kraju – powiedział Scaloni.
Argentyna po raz kolejny stanie przed szansą wywalczenia najważniejszego piłkarskiego trofeum. Selekcjoner przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem.
– Będziemy starali się wygrać i damy z siebie wszystko, ale czeka nas bardzo trudne zadanie – zaznaczył.
Starcie mistrzów dwóch kontynentów
W niedzielnym finale zmierzą się mistrzowie Ameryki Południowej i mistrzowie Europy. Rywalem Argentyny będzie Hiszpania, która we wtorkowym półfinale pokonała Francję 2:0.
Spotkanie o mistrzostwo świata zostanie rozegrane w niedzielę o godz. 21 czasu polskiego w East Rutherford, niedaleko Nowego Jorku.
Anglicy żałują niewykorzystanej szansy
W reprezentacji Anglii po przegranym półfinale dominowało rozczarowanie. Kapitan zespołu Harry Kane przyznał, że po objęciu prowadzenia jego drużyna skupiła się przede wszystkim na obronie wyniku.
– Przez większość spotkania graliśmy dobrze. Gdy strzeliliśmy gola na 1:0, próbowaliśmy już tylko utrzymać rezultat. Na tym poziomie to za mało. Jestem rozczarowany, bo tak ciężko pracowaliśmy, żeby się tutaj znaleźć. Drużyna wycisnęła z siebie ostatnie krople potu, krwi i łez – mówił Kane.
Tuchel broni swoich decyzji
Selekcjoner Anglików Thomas Tuchel zapewnił, że nie żałuje przyjętej strategii. Przyznał jednak, że po zdobyciu bramki jego piłkarze zaczęli grać zbyt zachowawczo.
– Drużyna dała z siebie wszystko. Byliśmy bardzo blisko szczęścia i zasłużyliśmy na to, żeby utrzymać prowadzenie. Nie udało nam się jednak zamknąć tego meczu. Po zdobyciu gola staliśmy się zbyt pasywni, pozwoliliśmy rywalom stworzyć wiele okazji i nie potrafiliśmy odzyskać kontroli nad piłką – analizował niemiecki szkoleniowiec.
Tuchel wziął również odpowiedzialność za końcowy rezultat.
– Oczywiście odpowiedzialność ponosi trener. Łatwo wytyka się błędy, gdy coś idzie nie tak – dodał.
Anglia zagra o brąz
Anglikom pozostaje walka o trzecie miejsce. W sobotę o godz. 23 czasu polskiego zmierzą się z Francją na przedmieściach Miami.
Choć ambicje „Trzech Lwów” sięgały finału, zwycięstwo w ostatnim spotkaniu pozwoliłoby im zakończyć turniej z brązowym medalem.
