Zacięty i wyrównany był jedynie tie-break
Biało-czerwone po wygranej 3:2 z Amerykankami są już bardzo blisko awansu do turnieju finałowego. W ubiegłym roku siedem zwycięstw wystarczyło do tego, by wziąć udział decydującej fazie rozgrywek.
Pojedynek miał różne oblicza, zespoły miały też swoje lepsze i gorsze momenty, a zacięty i wyrównany był jedynie tie-break. Polki nieźle zaczęły spotkanie, ale przy stanie 11:11 straciły trzy punkty z rzędu i tych strat nie były w stanie odrobić. Skutecznością imponowała Magdalena Stysiak, ale w tym fragmencie meczu brakowało jej wsparcia. Iskierka nadziei pojawiła się w końcówce partii, kiedy po bloku Mai Koput biało-czerwone przegrywały tylko 19:21, ale finisz należał do Amerykanek.
Po krótkiej przerwie siatkarki Stanów Zjednoczonych wyszły na parkiet najwyraźniej mocno zdekoncentrowane. Prowadziły 2:1, ale potem nastąpiła seria dobrych zagrywek Julity Piaseckiej, a Stysiak z Moniką Lampkowską były nie do zatrzymania. Trener Erik Sullivan poprosił szybko o czas, ale to nie dało efektu – po kilku minutach było 12:2 dla Polski.
Wydawało się, że tak dużej przewagi podopieczne Lavariniego nie są wstanie roztrwonić, ale rywalki zmniejszyły dystans do dwóch punktów (16:14). Amerykanki jednak nie uniknęły błędów i biało-czerwone wyrównały stan spotkania.
Polki straciły siedem punktów z rzędu
Trzeci set przebiegał także pod kontrolą polskiej reprezentacji, która przez długi czas prowadziła różnicą trzech-czterech punktów. Lavarini dał szansę debiutu Julii Orzoł, która pojawiła się na zagrywce. Biało-czerwone trochę na własne życzenie doprowadziły do nerwowej końcówki, bowiem na finiszu był remis 21:21. W kluczowym momencie na wysokości zadania stanęła Piasecka, która przy drugim setbolu skutecznie zaatakowała z bardzo trudnej piłki.
Polki mogły zakończyć spotkanie w czterech setach, ale prowadząc 10:5 oddały inicjatywę i straciły siedem "oczek" z rzędu. Przewaga siatkarek Stanów Zjednoczonych była już później wyraźna, a biało-czerwone popełniały zbyt dużo błędów, by dogonić rywalki.
Piasecka nie do zatrzymania
Decydujący set zaczął się do kilku autowych ataków Polek i wydawało się, ale przeciwniczki tego nie wykorzystały, choć prowadziły już 7:4. Ważne punkty zdobyła Paulina Damaske, która zastąpiła Lampkowską, także Stysiak nie wstrzymywała ręki w ataku. Polki zdobyły pięć „oczek” z rzędu i objęły prowadzenie 12:9. Trzy ostatnie akcje to popis Piaseckiej, która była nie do zatrzymania w ataku.
Najwięcej punktów dla Polski zdobyły w czwartek Stysiak (34) i Piasecka (25); dla USA - Simone Lee Wank (16). W piątek biało-czerwone zmierzą się z Brazylią (początek, godz. 12.20), a w niedzielę, na zakończenie turnieju w Osace, zagrają z Japonią.
- USA - Polska 2:3 (25:20, 20:25, 23:25, 25:18, 12:15).
- USA: Saige Torres-Ka’aha’aina, Stephanie Samedy, Asja O’Neal, Molly McCage, Madison Kubik Banks, Simone Lee Wank – Alexis Rodriguez (libero) - Morgan Hentz (libero), Micha Hancock, Jordan Thompson, Logan Eggleston
- Polska: Katarzyna Wenerska, Magdalena Stysiak, Maja Koput, Anna Obiała, Monika Lampkowska, Julita Piasecka – Aleksandra Szczygłowska (libero) – Julia Szczurowska, Alicja Grabka, Justyna Łysiak, Paulina Damaske, Magdalena Jurczyk, Julia Orzoł
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.