Wydawało się, że "Trójkolorowi" mogą mieć problemy z wejściem w rywalizację w czempionacie Starego Kontynentu ze względu na długi występ w stolicy Japonii i odniesiony tam sukces, ale przez fazę grupową przeszli w imponującym stylu. Na tym etapie zawodnicy prowadzeni przez słynnego brazylijskiego trenera Bernardo Rezende, który zastąpił na stanowisku po igrzyskach Laurenta Tillie, zanotowali komplet zwycięstw i w pięciu meczach łącznie stracili w Tallinie zaledwie jednego seta.

Reklama

Szkoleniowiec Francuzów podczas ME miał w składzie tak cenionych graczy jak Benjamin Toniutti, Earvin N’Gapeth, Antoine Brizard, Nicolas le Goff, Jenia Grebennikov i Yacine Louati. Jedynie atakujący Stephen Boyer uznał, że potrzebuje odpoczynku od rywalizacji i zameldował się już na przygotowania do sezonu klubowego w Jastrzębskim Węglu. Mimo jego nieobecności w kadrze, porażka złotych medalistów olimpijskich z Czechami jest bardzo dużą niespodzianką.

Serbowie i Holendrzy uciekli spod topora

W niedzielę w Gdańsku też było blisko zaskakujących rozstrzygnięć, ale ostatecznie zarówno broniący tytułu Serbowie, jak i Holendrzy pokonali po 3:2 - odpowiednio - Turków i Portugalczyków. Podopiecznym Rezende nie udało się zaś zapisać na swoim koncie dzień później nawet jednej partii, choć w trzeciej prowadzili 24:22. Współgospodarze imprezy wykorzystali dziewiątą piłkę meczową.

Francuzi w poprzedniej edycji ME zajęli czwarte miejsce. Sześć lat temu zdobyli tytuł, a w 2003 i 2009 roku wywalczyli srebrny krążek.

Czesi, w których szeregach jest znany kibicom PlusLigi Jan Hadrava, awansując do ćwierćfinału ME powtórzyli wynik z 2017 roku. Wcześniej w "ósemce" byli 20 lat temu. O półfinał w środę zagrają z wicemistrzami Starego Kontynentu z 2019 roku Słoweńcami, którzy w 1/8 finału wygrali z Chorwatami 3:1.