Podczas mistrzostw świata w Sapporo w 2007 roku Adam pod okiem sędziwego Fina sięgnął po złoto. Rok temu na igrzyskach olimpijskich w Vancouver cieszyli się z dwóch srebrnych medali. Teraz dodali do kolekcji brąz wywalczony na normalnej skoczni w Oslo. Tylko w Libercu, dwa lata temu, Małysz był bez formy. Dzisiaj Adam przyznaje, że bez fińskiego trenera już dawno nie byłby skoczkiem.

Reklama

- Bardzo duża w tym wszystkim zasługa Hannu. Nie boję się powiedzieć, że to obecnie najlepszy trener na świecie. Gdyby nie zgodził się na naszą współpracę, to pewnie wcześniej skończyłbym karierę - mówi Małysz.

Lepistö prowadził całą naszą kadrę w sezonach 2006-2008. Kiedy Polski Związek Narciarski pożegnał się z nim w mało elegancki sposób, Małysz trenował razem z kadrą i obecnym jej trenerem Łukaszem Kruczkiem. Jednak zażyczył sobie powrotu „Dziadka", jak nazywa Hannu. Podczas Turnieju Czterech Skoczni powiedział, że już nie wyobraża sobie już pracy z kimś innym.

W Oslo dodał: - Hannu potrafi się znaleźć w każdej sytuacji i umie dopracować trening pod każdego skoczka. Teraz nie ma co prawda tego problemu, bo zajmuje się tylko mną, ale gdyby miał pod opieką więcej zawodników, to też byłoby dobrze. Hannu non stop gdzieś dzwoni i kontaktuje się z kolegami, ciągle wymieniają opinie. On cały czas chce się uczyć i nie ma dość skoków.

>>> Dziurawa defensywa Legii