Dziennik Gazeta Prawana logo

Małysz ciągle numerem jeden. Stoch pozostaje w cieniu byłego mistrza

27 marca 2017, 08:24
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kamil Stoch i Adam Małysz
Kamil Stoch i Adam Małysz/Newspix
"Panie Adamie, prosimy zdjęcie!" – to typowa prośba kibiców na skoczniach narciarskich od wielu lat. Adam Małysz, mimo że karierę sportową zakończył w 2011 roku, nadal jest uwielbiany. Nieco w cieniu pozostaje Kamil Stoch, obecna gwiazda tej dyscypliny.

Planica, marzec 2011 roku. Ostatni konkurs Pucharu Świata w sezonie. Wygrywa Stoch, trzeci jest Małysz. Następuje zmiana warty w polskich skokach. Ale czy na pewno?

– powiedział sześć lat temu Małysz.

Sportowo na pewno mu się udało. Od tego czasu Stoch zdobył dwa złote medale olimpijskie, cztery raz stanął na podium mistrzostw świata, w tym dwukrotnie - raz indywidualnie i raz w drużynie - na najwyższym stopniu, wygrał Turniej Czterech Skoczni i triumfował w Pucharze Świata. Można się spierać, kto ma większe sukcesy na koncie. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, kto cieszy się większym uwielbieniem kibiców. Idolem pozostaje Małysz.

Nigdy nie będę taki jak Adam. Jestem Kamilem Stochem i próbuję być sobą. Adam pozostanie zawsze Adamem i nikt nie będzie mógł go zastąpić – powtarza na każdym kroku Stoch.

I faktycznie tak chyba jest. Małysz to instytucja. "Król Adam IV" – jak nazywają go nadal kibice. "Był jak rosół w niedzielę" – mówią inni. Ci, co wychowali się na jego sukcesach, mają wiele wspomnień. Wszystkie są pozytywne.

– wspomina jeden z fanów. On był mały, jak Małysz odnosił sukcesy, ale doskonale to pamięta. Teraz przyjeżdża na zawody w skokach narciarskich ze swoimi dziećmi – 4-letnim Patrykiem i 6-letnią Anią. Oni już nie pamiętają czasów "Orła z Wisły". Na pytanie, czy kojarzą to nazwisko, zgodnie odpowiadają: "Oczywiście!".

– wspomina Tomasz z Warszawy.

Małysz nie siada już na belce. Nie oddaje skoków, nie bije kolejnych rekordów, ale nadal jest uwielbiany. Kibice za nim chodzą, proszą o autografy i zdjęcia. Przed zakończonym w niedzielę sezonem Pucharu Świata wrócił do związku w roli dyrektora sportowego. Znowu zaczął pojawiał się na skoczniach, ale w innej roli. I to znowu on wzbudzał największe emocje kibiców.

Bischofshofen, styczeń 2017. Kończy się historyczny dla Polski Turniej Czterech Skoczni. Wygrywa Stoch, drugie miejsce zajmuje Piotr Żyła. Fani szaleją, duża grupa przedziera się do zawodników, którzy udzielają wywiadów. Nagle na drodze staje im Małysz. Przystawia palec do ust, pokazuje, że potrzebna jest cisza. Grupa staje i milczy. Kończą się okrzyki. Bo Małysza trzeba słuchać... Kilka chwil później kibice proszą o zdjęcie. Nie Stocha, nie Żyłę, ale Małysza.

– tłumaczy prezes PZN Apoloniusz Tajner, który był także trenerem "Orła z Wisły".

Dodał, że na ten temat powstało mnóstwo badań, a "Małyszomania" została oceniona jako zjawisko socjologiczne.

– wspomina Tajner.

Małysz to instytucja. I wiedzą o tym wszyscy. W weekend spiker w Planicy codziennie witał go słowami: "Dzień dobry Adam Małysz", a wówczas trybuny huczały od oklasków. Nie tylko Polacy, ale także Niemcy, Austriacy, Słoweńcy... Wszyscy znają Adama Małysza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj