Adam Małysz poniósł w Trondheim klęskę i postanowił, że na zawody do włoskiego Pregelato w ogóle nie pojedzie. "W Norwegii chciałem skoczyć dalej, ale za Chiny się nie dało..." - mówi Orzeł z Wisły, który nie wie jeszcze, w czym tkwi jego problem. "Moje skoki są równe, tyle tylko, że krótkie" - denerwuje się.
>>>Trener wycofał Małysza, czy to już koniec?
"Sądzę, że coś jest nie tak na progu, skoro nie idzie odlecieć" - dodaje Małysz. Teraz polska kadra pojedzie spokojnie potrenować. "Dla mnie miejsca w trzydziestce czy odległej dwudziestce nie są satysfakcjonujące, a tym bardziej dla reszty chłopaków, którzy plasują się poza 30-tką. Nie ma sensu jeździć po zawodach i startować z takimi wynikami, trzeba coś poprawić, po co się męczyć" - tłumaczy skoczek.
Małysz osiąga bardzo niskie prędkości na najazdach. "Na treningach potrafiłem jechać bardzo dobrze, a w kolejnym skoku już pół kilometra słabiej" - zastanawia się nad swoją formą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|