Zajmująca 45. miejsce na liście WTA Linette awansowała do trzeciej fazy zmagań po tym jak Barty poddała mecz przy stanie 6:1, 2:2 dla Polki. Triumfatorka paryskiej imprezy z 2019 roku już w pierwszej rundzie miała kłopoty z biodrem.

Reklama

Zawsze pojawiają się trochę mieszane uczucia, jeśli twoja rywalka kreczuje, więc nie jestem jakoś bardzo szczęśliwa. Mimo wszystko wolałabym, żebyśmy mogły dokończyć ten mecz i żeby Ashleigh była zdrowa. By to było bardziej fair. Ale z drugiej strony uważam, że zagrałam bardzo dobry tenis, dostałam swoją szansę i w końcu ją gdzieś tam wykorzystałam. W pierwszym secie starałam się dominować. Zdawałam sobie sprawę, że ona może być trochę niedysponowana. Cieszę się, że mentalnie podeszłam do tego bardzo dobrze, bardzo spokojnie. Zagrałam po prostu swój tenis, bardziej dyktowałam warunki. Cieszę się, że po prostu udało mi się odnaleźć w tej dość trudnej sytuacji. To był naprawdę porządny mecz - podsumowała Polka na konferencji prasowej.

Na początku spotkania tenisistka z Antypodów była cieniem samej siebie. Po przerwie medycznej, o którą poprosiła po pierwszym secie, radziła sobie lepiej. Przy czterech gemach drugiej odsłony jednak skreczowała.

Troszkę to było dla mnie zaskoczenie. Właściwie to już od wyniku 4:1 w pierwszym secie zaczęła grać dużo bardziej agresywnie, szybciej starała się kończyć punkty. Miałam wrażenie, że serwowała wtedy o wiele lepiej, przez agresywną grę robiła więcej błędów, ale też zaczynała zdobywać więcej punktów. Więc faktycznie byłam trochę zdziwiona, bo nie sądziłam, że w tym momencie skreczuje. Sądziłam, że będę musiała sobie wypracować trochę większą przewagę - przyznała poznanianka.

Po raz czwarty w karierze zmierzyła się z rywalką, która w danym momencie była pierwszą rakietą świata. Nigdy wcześniej zaś nie odniosła zwycięstwa nad tenisistką z czołowej "10". 29-letnia Polka przyznała, że poprzednie konfrontacje z wysoko notowanymi przeciwniczkami przygotowały ją nieco na czwartkowy występ na korcie centralnym w Paryżu.

Frustrujące losowania

Tyle razy grałam na głównych kortach i miałam słabe losowanie - zwłaszcza w tych największych turniejach. Czasami to było frustrujące, że w pierwszych rundach np. w US Open dostaję za każdym razem "jedynkę", Serenę Williams, Naomi Osakę lub kogoś takiego. Ale z drugiej strony ten mecz dziś dzięki temu był dla mnie trochę łatwiejszy. Byłam przygotowana, bo byłam już w tej sytuacji i to nie było moje pierwsze spotkanie na tak dużym korcie. Te ileś meczów i nerwów, które przeszłam...Cieszę się, że mimo wszystko - choć Ashleigh była kontuzjowana - to dostałam dziś swoją szansę i realizowałam na korcie to, co miałam założone - podkreśliła.

Pomógł debel

Jak dodała, pomógł jej również środowy występ w deblu.

W pierwszym meczu nie grałam najlepiej, nie byłam zadowolona ze swojego tenisa. W deblu też na początku nie returnowałam aż tak dobrze jak bym chciała. Pod koniec drugiego seta poprosiłam Bernardę Perę, by poszła nieco do przodu, bym mogła wejść w rytm z returnem. Znalazłam trochę lepszy timing i czucie, to naprawdę bardzo mi pomogło. Wydaje mi się, że dziś dużo lepiej returnowałam niż w spotkaniu otwarcia - oceniła.

Partnerująca jej Pera okazała się pomocna też w singlu. Amerykanka była bowiem rywalką Barty na otwarcie.

Kumplujemy się z Bernardą też poza kortem, więc oczywiście trochę rozmawiałyśmy o tym jak grać z Ashleigh. Oglądałam ich mecz i widziałam, jak Amerykanka budowała punkty, gdy zaczynała wygrywać. Rozmawiałam z nią o tym krótko. Wolałam się jednak raczej sugerować tym, co powie mi Dawid (Celt - obecnie pomagający Linette jako trener - red.) i co przygotuje, bo mimo wszystko Bernarda może mieć trochę inne odczucia. Choćby przez to, że gra lewą ręką, gra też szybciej i mocniej, ale z drugiej stronie nie umie tak mieszać uderzeniami jak ja, nie ma takiej miękkiej piłki - argumentowała Linette.

Czas na Jabour

Reklama

O pierwszy w karierze występ w 1/8 finału w Wielkim Szlemie zagra z rozstawioną z "25" Tunezyjką Ons Jabeur. Dotychczas zmierzyła się z nią dwukrotnie. W 2013 roku pokonała ją na korcie twardym w Baku, ale cztery lata temu na ziemnej nawierzchni w Charleston górą była rywalka.

Grałyśmy dość dawno temu, więc myślę, że to będzie inny trochę mecz. Korty w Charleston nie do końca aż tak mi pasują, czerwona +mączka+ jest dla mnie troszkę lepsza. Zobaczymy. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona, mając na uwadze to, jak grałam w ostatnich kilku tygodniach. Uważam, że gram teraz trochę bardziej konsekwentnie. Myślę, że to będzie naprawdę bardzo ciekawy mecz. Ons jest troszkę bardziej doświadczona jeśli chodzi o grę w tych dalszych rundach, ale jestem na pewno gotowa - zadeklarowała.

Poznanianka, która opuściła lutową edycję wielkoszlemowego Australian Open z powodu kontuzji i operacji kolana, zapewniła też, że jest fizycznie przygotowana, by wygrywać turnieje.

Teraz trzeba zobaczyć, czy na tym poziomie dużo wyższym jestem w stanie zagrać to, co tak naprawdę potrafię grać urywkami. Skupiam się na kolejnym meczu. Każdy jest niesamowicie trudny, nawet jak się gra z rywalką z tzw. dziką karta, bo dochodzą dodatkowe emocje i nerwy. Nie wybiegam więc aż tak do przodu, ale mam nastawienie i wierzę głęboko, że może się to udać i każdego dnia na to ciężko pracuję. Ale mimo wszystko na co dzień skupiam się na małych celach. Myślę, że to tak naprawdę jest najlepsze podejście - zaznaczyła.