Mamy następcę Korzeniowskiego
Grzegorz Sudoł zajął czwarte miejsce w chodzie na 50 km podczas mistrzostw świata w Berlinie. To najlepszy wynik polskiego chodziarza od czasów Roberta Korzeniowskiego. Do brązu zabrakło tylko 57 sekund. Czy doczekaliśmy się następcy wspaniałego mistrza?
- Korzeniowski odchodzi z TVP
- "K... nawet na rowerze bym go nie dogonił"
- Mimo zawirowań kolejny Polak w finale
- Polka ma złoto, bo zjadła... piąte jajko
- Polak o krok od podium w Berlinie
- Niemcy docenili polskie dziewczyny
- Bolt: Chcę zostać legendą lekkiej atletyki
- Korzeniowski wśród najlepszych na świecie
- Mamy medal w skoku wzwyż! Zobacz wideo
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Pozostała nutka niedosytu. Z drugiej strony nie mam sobie nic do zarzucenia. Poszedłem w miarę optymalnie. Czwarte miejsce jest najbardziej bolesnym dla sportowca, ale dla mnie jest to duży sukces i tak to odbieram" - przyznał zmęczony, ale szczęśliwy Sudoł, który na berlińskich pętlach wokół Bramy Brandenburskiej poprawił swój najlepszy wynik w karierze o 3 minuty 13 sek. Do brązowego medalisty, Hiszpana Jesusa Angela Garcii, stracił zaledwie 57 sekund. Mistrzem świata został Rosjanin Siergiej Kirdjapkin, srebro zdobył Norweg Trond Nymark.
"Jestem strasznie zadowolony. Każdy w końcu chce mieć swoich następców. Nie wolno jednak od razu wymagać od Grzegorza wygrywania złotych medali na igrzyskach olimpijskich. Ale tak naprawdę walka o olimpijskie krążki to dla niego już tylko kwestia czasu" - powiedział Robert Korzeniowski, mistrz olimpijski i mistrz świata, który dopingował kolegę na trasie chodu.
Sudoł dotychczas swoje najlepsze wyniki osiągał na igrzyskach olimpijskich - w Atenach był siódmy, a w Pekinie dziewiąty. Na mistrzostwach globu wcześniej mu się nie wiodło, dwukrotnie ściągano go z trasy, w Osace przed dwoma laty był dopiero 21.
W tym sezonie przeżywa jednak renesans swojej kariery. Podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy, które rozegrano na kilka dni przed imprezą w stolicy Niemiec, wynikiem 1:21.49 poprawił swój rekord życiowy na 20 km. To efekt współpracy z Rosjaninem Ilią Markowem, mistrzem świata z Sewilli na dystansie 20 km, a także srebrnym medalistą igrzysk olimpijskich z Atlanty z 1996 roku.
"To otwarcie nowej karty w karierze Grzegorza, a wszystko dzięki zmianie podejścia władz PZLA do tematu chodu w naszym kraju. W przeszłości niestety zaniedbano bardzo tę dyscyplinę, straciliśmy kilku bardzo obiecujących zawodników, m.in. Romana Magdziarczyka. Teraz jest OK, to dobry czas dla polskiej lekkoatletyki, trzeba go wykorzystać" - powiedział Korzeniowski.
Pytanie tylko, czy dla Sudoła, który 28. sierpnia skończy 31 lat, na walkę o medale nie jest już za późno. – Zdobywałem dwukrotnie mistrzostwo olimpijskie w wieku 32 lat, a kolejny w wieku 36 lat, sądzę, że to wystarczy za odpowiedź. W sporcie trzeba dojść do pewnego poziomu i Grzegorz jest na dobrej drodze – zakończył Korzeniowski.
Sudoł, który w młodości marzył o karierze w motoryzacji i przez jakiś czas ścigał się nawet w gokartach, chce się skupić na poprawieniu swoich wyników. "Przyjechałem tutaj po medal i głośno o tym mówiłem. Niektórzy się tylko uśmiechali, a niedużo zabrakło" - powiedział Sudoł, przed którym kolejna szansa za dwa lata w południowokoreańskim Taegu.
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!