Czasem. Adam już wtedy mógł wygrać wszystkie cztery konkursy. Niestety podczas dwóch pierwszych rozbieg był ustawiany dla niego zbyt wysoko i on po prostu
przeskakiwał skocznię. A potem tracił punkty na notach za słabsze lądowanie.
To raczej wynika z miłości do wielkich nazwisk. Wcześniej był Peterka, potem Goldberger. Teraz są Ahonen, Małysz, Schmitt. Na szczęście Adam jest w formie i nadal liczy się w stawce
najlepszych.
Nie wiem, czy on musi sobie albo komuś cokolwiek udowadniać. Chyba wystarczy, że sam wywiera na siebie presję. Ten turniej jest ważny sam w sobie, ale w kontekście igrzysk jest to tylko etap
przygotowań. Tak naprawdę gdy przyjdzie do walki o olimpijskie medale, niewielu będzie pamiętało, kto wygrał TCS. Nie można się jednak dziwić Adamowi, że myśli o dobrym wyniku, kto wie,
może nawet o wygranej. Przecież to kwestia prestiżu. Nikt jednak nie będzie wywierał na niego presji.
Podczas TCS nie ma pewniaków. Pamiętam Puchar Świata z 2003 r., gdy Adam przed TCS wygrywał dosłownie wszystko, a później przyszedł spadek formy i trzeba było się wcześniej ewakuować.
Nawet sukces Hannawalda i jego cztery zwycięstwa to też była swego rodzaju niespodzianka. Podobnie ubiegłoroczny triumf Loitzla, który ostatecznie utarł nosa Schlierenzauerowi i
Ammannowi.
To chyba przesada. Adam był, jest i będzie naszym skarbem i ostoją w skokach. Adama zna każdy kibic na całym świecie. A my to lubimy, bo to w końcu jeden z naszych, Polak.
Żadnej kłótni nie było. Jakiś sprytny dziennikarz podpuścił obydwoje, trochę pomieszał i podkręcił wypowiedzi i zrobiła się z tego niepotrzebna awantura. Powtarzam, żadnego konfliktu
nie ma.
Że sprawi nam jakąś miłą niespodziankę.