Dziennik Gazeta Prawana logo

Listkiewicz nie jest bez winy

18 grudnia 2007, 11:26
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Przed prokuratorami tropiącymi afery w polskim futbolu nic się nie ukryje! Zarzuty postawione wiceprezesowi PZPN Eugeniuszowi K. dowodzą tego, że naszą piłkarską centralą od dawna rządzą skompromitowani ludzie. A prezes Michał Listkiewicz wciąż utrzymuje, że o niczym nie wiedział - pisze "Fakt".

"W każdym stadzie może się znaleźć jedna czarna owca" mówił prezes Michał Listkiewicz, gdy policjanci zatrzymali znanego sędziego Antoniego F. Prezes przekonywał wszystkich, że przekupny arbiter to w polskim futbolu przypadek incydentalny.

Tymczasem skala korupcji w naszej piłce osiągnęła ogromne rozmiary. Dzić liczba zatrzymanych przekroczyła już setkę, a toczące się nadal śledztwo prowadzi do tego, że niemal wszystkie kluby boją się karnej degradacji. Przykład Arki Gdynia świadczy, że można było kupić wyniki niemal wszystkich meczów w sezonie! Tak powszechne zjawisko nie mogło umknąć uwadze działaczy piłkarskiej centrali. Ludzie, którzy powinni dbać o czystość polskiego futbolu, nie interweniowali, bo... sami byli zamieszani w różnego rodzaju przekręty.

To nie przypadek, że szef sędziowskiej mafii, Ryszard F. "Fryzjer", był po imieniu z niemal wszystkimi działaczami władz polskiego futbolu. Nieprzypadkowo też zatrzymano PZPN-owskich bossów oraz szefów lokalnych związków: Wita Ż., Krzysztofa P. czy Kazimierza F., a w zeznaniach przesłuchiwanych w związku z aferą Arki Gdynia przewija się nazwisko prezesa Pomorskiego ZPN Henryka Klocka.

Nie jest też dziełem przypadku postawienie zarzutów Eugeniuszowi K. Wiceprezes PZPN uważany jest za prawą rękę Listkiewicza i człowieka faktycznie rządzącego polskim futbolem. Uwielbiający zagraniczne podróże prezes przekazywał w jego ręce pełnię władzy. Prokuratura zarzuca teraz Eugeniuszowi K., że tę władzę wykorzystywał niezgodnie z prawem...

Wiceprezes K. miał rozdzielać pieniądze od sponsora ligi, Canal+, niezgodnie z wyrokami sądu. Prokuratura przygląda się też jego decyzjom przy przyznawaniu licencji klubom. Prezes Listkiewicz powtarza starą śpiewkę, że o żadnych nieprawidłowościach nie wiedział.

Fakty świadczą o tym, że centrala PZPN nie była enklawą czystości w bagnie, jakim stał się polski futbol. Wręcz przeciwnie. Włodarze naszej piłki wiedzieli o wszystkim i chętnie z tego czerpali korzyści. Prokuratorzy wreszcie dobrali im się do skóry. Także tym najważniejszym...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj