Dziennik Gazeta Prawana logo

Kuzaj: Jestem przybity. Nic mi się nie chce

7 grudnia 2008, 16:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kuzaj
Kuzaj/Inne
"Wiem, że nie popełniłem błędu. Nie postawiono mi żadnych zarzutów. Ale źle się z tym wszystkim czuję. Jest coś takiego, jak odpowiedzialność moralna. Muszę teraz to wszystko sobie jakoś poukładać. Jestem tak przybity, że nic mi się nie chce" - mówi DZIENNIKOWI Leszek Kuzaj po wypadku na rajdzie w Czechach. Zginęły tam dwie osoby.


Na tym odcinku, na którym wypadłem z trasy, było bardzo ślisko. W trakcie zawodów padało, ale nie to było przyczyną nieszczęścia. Po prostu tam, w tym feralnym miejscu, był rozlany olej napędowy. W piątek, gdy robiliśmy rozpoznanie, tej plamy nie było. Mam nadzieję, że nikt nie wylał tego oleju celowo, że to był tylko przypadek.

>>>Zobacz dramatyczne wideo z wypadku Kuzaja i przeczytaj tekst o tej tragedii na dziennik.pl


Wpadłem w poślizg. Samochodem zakręciło i straciłem nad nim kontrolę. Potem koziołkowałem i w ogóle nie czułem, że w kogoś lub w coś uderzam. Byłem w szoku. Jak wyszedłem z pojazdu i zobaczyłem porozrzucane ludzkie ciała to ciarki przeszły mi po plecach. Jedna z osób leżała przygnieciona moim autem. Teraz już wiadomo, że dwie osoby nie żyją.


Ale źle się z tym wszystkim czuję. Jest coś takiego, jak odpowiedzialność moralna. Wiem, że tych ludzi nie powinno tam być, ale to niczego nie zmienia. Muszę teraz to wszystko sobie jakoś poukładać. Jestem tak przybity, że nic mi się nie chce.


Nie postawiono mi żadnych zarzutów. Przecież organizacja rajdu jest obwarowana specjalnymi przepisami. Kierowca rusza do wyścigu ze świadomością, że cała trasa jest zabezpieczona. Przecież, przy prędkości 160 kilometrów na godzinę wóz robi sto metrów w dwie sekundy. Czas reakcji jest bardzo krótki. Nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że ci kibice się tam znaleźli. Ja nawet słyszałem, że oni przemierzali całą trasę i nie reagowali na apele służb porządkowych. Podobno jeden z nich był pijany, taką informację dostałem od organizatorów.


Wiele razy apelowałem w mediach o to, żeby trasy były bezpieczne, ale to nic nie daje. Całkiem niedawno, na trasie rajdu Dolnośląskiego, nagle, przejechało mi przed nosem dwóch motocyklistów. Za chwilę wyszła na mnie grupka dzieci. Wjechałem na drzewo, odbiłem się i zapobiegłem strasznej katastrofie. Usłyszałem tylko lakoniczne ?przepraszam?.


Teraz się nie udało i muszę z tym żyć. Ciągle o tym wypadku myślę i zadaję sobie pytania. Jak to możliwe, że tam stała nawet matka z dzieckiem?


Wiem, że nie popełniłem błędu. Cóż więcej teraz mogę powiedzieć. Nawet gadać mi się nie chce.

*Leszek Kuzaj ma 42 lata, jest polskim kierowcą rajdowym. W 2002, 2004, 2005 i w 2006 roku zdobył tytuł Mistrza Polski w klasyfikacji generalnej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj