Adam nie ma jeszcze medalu z mistrzostw świata w lotach. W ubiegłym roku w Planicy pokazał, że nie ma problemów z odnoszeniem zwycięstw na skoczniach mamucich. Więc oczekiwania można mieć
wielkie. Niestety, w tym sezonie poziom jest tak wysoki, że będzie mu trudno stanąć tu na podium. Ale nie jest to niemożliwe.
Kamil Stoch ma wszystko, co potrzebne dobremu skoczkowi narciarskiemu. Zeszłej zimy też nieźle spisywał się na mamutach. W tym roku w Harrachovie było obiecująco, ale w Willingen coś się
zepsuło, przyszło rozczarowanie. Teraz sam nie wiem, na co go stać.
Kto tak twierdził? Nigdy w życiu nie przyszło mi coś takiego do głowy. A już na pewno czegoś takiego nie powiedziałem. Ktoś inny musiał to wymyślić. Ja chciałem zabrać tutaj jeszcze
jednego zawodnika, Macieja Kota. Zależało mi na tym, by dopiero tu na miejscu zdecydować, kto wystąpi w kwalifikacjach i konkursie drużynowym. Podczas treningów zrobić takie nasze eliminacje i
wybrać czterech najlepszych. Ale ustaliliśmy, że lepiej dla Maćka będzie, jak zostanie w kraju i przygotuje się do mistrzostw świata juniorów. To jego główny cel w tym sezonie, a występ na
małej skoczni zaraz po skokach na mamucie mógłby skończyć się fatalnie.
Tak jest. Ale to wyniki poniżej naszych możliwości. Oczywiście, nie spodziewałem się miejsca na podium, ale zaraz za nim? Czemu nie. Tylko wszystko musi zaskoczyć.
Jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki w Pucharze Świata, to tak. Oczekiwaliśmy dużo, dużo więcej. Nie tylko jeśli chodzi o Adama. Ale nie tracę nadziei. Jak długo jest jeszcze możliwość
osiągnięcia czegoś, musimy wierzyć w sukces. Do ostatnich zawodów w Planicy jeszcze sporo czasu.