Dziennik Gazeta Prawana logo

"Zabrakło nam umiejętności"

17 czerwca 2008, 00:02
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Euro dla nas się skończyło. Nie wygraliśmy ani jednego meczu, a jedynego gola zdobyliśmy ze spalonego. Dlaczego było tak słabo, skoro miało być tak dobrze? "Może na wszystkim zabrakło umiejętności" - powiedział tuż po przegranym meczu z Chorwacją Artur Boruc.

p

Ciężko się teraz pozbierać po tym wszystkim. Byliśmy optymistami, ale to było uzasadnione. Potrafiliśmy przed przyjazdem na mistrzostwa grać i wygrywać. Nie wiem jednak, jakie są przyczyny tego, że nie wyszło nam na dużej imprezie. Troszeczkę zabrakło nam dziś koncentracji. Nie chcę nikogo oceniać, bo nie jestem typem, który to robi. Może nam wszystkim zabrakło też trochę umiejętności.

Robiłem na zajęciach wszystko, żeby przekonać trenera do siebie. Zagrałem ostatecznie dwadzieścia minut, ale w ogóle cieszę się, że dostałem szansę. Tyle, ile dziś mogłem dać z siebie, to dałem. Przed drugą połową nie wiem, jakie były wskazówki, bo wtedy się rozgrzewałem. Przed pierwszą było wskazanie, byśmy byli skoncentrowani, byśmy walczyli i zagrali o awans do ćwierćfinału. Chorwacja nie była silna, ale oni podeszli do meczu na luzie. Mieli zapewniony awans. My graliśmy o stawkę, nam tego luzu zabrakło. Nie mówmy, że to Chorwacja A czy B, bo tam obie drużyny są bardzo mocne.

Na pewno nie cieszy nas to spotkanie. Przegraliśmy ostatni mecz w grupie, a przecież chcieliśmy wygrać i zostawić po sobie dobre wrażenie. Były na tym Euro momenty fajne, ale były też złe, nad którymi musimy popracować. Nie będę oceniał kolegów, ale wnioski trzeba wyciągnąć. Zmiany? Ciężko coś powiedzieć, przecież to nie zależy ode mnie, ale od sztabu szkoleniowego. My, piłkarze, musimy robić wszystko, żeby było lepiej.

Nie mówmy o rezerwach chorwackich, bo ci zawodnicy, którzy przeciwko nam wystąpili, więcej biegali od ich podstawowych i bardziej chcieli pokazać się trenerowi. Nam się nie udało, daliśmy się z siebie wszystko, lecz to nie wystarczyło. Nasza gra w porównaniu z innymi przeciwnikami grupowymi różniła się detalami, ale na tym poziomie te detale znaczyły dosyć dużo. Jeden-dwa błędy sprawiały, że rywale je wykorzystywali. Jako drużyna praktycznie nic nie osiągnęliśmy w Austrii.

Trener zdecydował, że tym razem nie zagram, a na lewej obronie wystawił Jakuba Wawrzyniaka. To zawodnik lewonożny, więc to jego nominalna pozycja. W przerwie wszedł inny defensywny zawodnik - Adam Kokoszka. Uważam, że spisał się dobrze i pokazał, że w przyszłości może odgrywać w kadrze znaczącą rolę.

Źle się dziś czułem, stąd może moja słabsza dyspozycja. Nie za dobrze słychać było na boisku, dlatego w niektórych sytuacjach nie wiedziałem się jak ustawić. Widać różnicę na korzyść chorwackich piłkarzy, widać dlaczego grają w znanych europejskich klubach. Moim zdaniem widoczny jest też postęp w naszej grze. Taktyka nie sprowadza się już tylko do taktyki obronnej, lecz staramy się rozgrywać piłkę, grać do przodu, stwarzać sytuacje.

Chorwaci rozegrali dobry mecz, kilka razy wychodzili sam na sam z Arturem, na szczęście spisywał się znakomicie i uchronił nas przed stratą kilku bramek. Po przerwie momentami to my doszliśmy do głosu. Oczekiwania, zarówno ze strony kibiców, jak i nasze, były zdecydowanie większe. Szkoda, że nie udało się wygrać, bo zasłużyli na to nasi fani, którzy wszędzie za nami jeździli. To dla nich powinniśmy dzisiaj wygrać. Nie wiem, dlaczego w tym turnieju wypadliśmy tak słabo. Od wystawiania ocen są dziennikarze, ja nie zamierzam oceniać nikogo, a szczególnie swojej gry.

Odpadamy z turnieju, zajmując ostatnie miejsce w grupie. Gdybyśmy jednak przyjechali do Polski z czterema punktami na koncie, znacznie lepiej by to wyglądało niż jeden zdobyty punkt na dziewięć możliwych. Z przebiegu całego meczu trzeba przyznać, że Chorwaci prezentowali się zdecydowanie lepiej. Ten mecz pokazał, że nasza reprezentacja ma duże braki w wyszkoleniu technicznym. Jeśli chodzi o mnie, popełniłem kilka niewymuszonych strat, kiedy nieatakowany przez przeciwnika oddawałem piłkę. Chorwaci często wychodzili z groźnymi kontrami, na szczęście w bramce mieliśmy Artura, który kilka razy bronił w bardzo trudnych sytuacjach. Szkoda, że to nasz bramkarz jest bohaterem zespołu. Sam Artur z pewnością też wolałby, żeby nasza gra ofensywna dawała powody do optymizmu.

Jesteśmy rozczarowani tym turniejem. Przed jego rozpoczęciem liczyliśmy na zdecydowanie na więcej. Leo Beenhakker nie ponosi winy za nasze wyniki, to my wychodzimy na boisko i realizujemy jego założenia i odpowiedzialność za porażki musimy wziąć na siebie. Gdzie zagram w kolejnym sezonie? Na razie wracam do Doniecka. Zaraz zadzwonię do trenera i zapytam go, kiedy mam stawić się na rozpoczęciu przygotowań do kolejnego sezonu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj