Maradona noc z soboty na niedzielę spędził w tym samym hotelu, w którym zatrzymali się piłkarze Chelsea przed spotkaniem z „Czerwonymi Diabłami”. Ekipa ze Stamford Bridge nie będzie jednak dobrze wspominała tego sąsiedztwa, bo Maradona mocno zakłócił ich przygotowania do potyczki z Manchesterem United. Piłkarze nie mieli czasu, żeby porządnie się ubrać, tylko w piżamach zostali w trybie natychmiastowym ewakuowani ze swoich pokojów na parking przed hotelowym kompleksem - czytamy w DZIENNIKU.
Prawie godzinę zespół z Londynu musiał czekać na mrozie, aż strażacy sprawdzą, czy hotel jest bezpieczny. Wreszcie okazało się, że alarm przeciwpożarowy był fałszywy. Od razu zaczęto podejrzewać prowokację przed meczem ze strony United, ale straż ogniowa uznała, że za uruchomieniem alarmu stoi kto inny. - zdradził przyczynę alarmu jeden ze strażaków.
„Boski Diego” uwielbia palić cygara. Tym razem jednak nie wziął pod uwagę, że czujniki hotelowego alarmu mogą być bardzo wrażliwe na dym. Tym samym sprawił, że .
>>>"Czerwone Diabły" rozbiły Chelsea
To jednak nie koniec nieoczekiwanych wydarzeń związanych z pobytem Maradony na Wyspach Brytyjskich. Selekcjoner reprezentacji Argentyny przyleciał na szlagierowy mecz, żeby zobaczyć na własne oczy w jakiej dyspozycji jest as jego drużyny Carlos Tevez z Manchesteru United. Zamiast Teveza, Maradona mógł obserwować jedynie młodego napastnika Chelsea Franco di Santo, którego menedżer „The Blues” Luiz Felipe Scolari delegował na boisko w drugiej połowie meczu.
Więcej szczęścia „Boski Diego” miał dzień wcześniej, kiedy wybrał się na spotkanie Stoke City z Liverpoolem. Kapitan jego zespołu Javier Mascherano rozegrał cały mecz w barwach „The Reds”. Jego zespół jednak tylko zremisował 0:0 z nisko notowanym rywalem.