Robert Kubica: To był długi i ciężki rok. W pierwszej połowie było nam łatwiej w walce o pierwszy rząd na starcie i podium w wyścigach. W drugiej części sezonu było jednak znacznie
trudniej. Starałem się wyciągnąć maksimum z samochodu, a mimo to własnymi siłami mogłem walczyć co najwyżej o czwarte albo piąte miejsce. Nie byłem więc w najlepszej sytuacji.
>>>Kubica nie może sobie pozwolić na chwilę słabości
Pojadę dokładnie tak samo, jak w każdym innym wyścigu.
Ścigam się dla swojej ekipy, nie dla Felipe czy Lewisa. To oczywiste.
Nie specjalnie. Zazwyczaj tytuł zdobywa kierowca, który miał lepszy zespół, szybszy bolid i popełniał mniej błędów. Lewis jest oczywiście w lepszej sytuacji, ale dopóki nie przejedzie
linii mety, wszystko jest możliwe.
Massie. Podobnie jak chyba większość zawodników.
>>>Kubica chce, żeby tytuł zdobył Massa
Ja uważam, że najlepszy jest ten, kto zdobywa mistrzostwo. Wielu zawodników mogłoby walczyć o mistrzostwo, ale nie są w stanie, bo nie mają wystarczająco dobrego samochodu. Oczywiście uważam, że mój sezon był udany, choć kilka rzeczy można było zrobić lepiej. Jestem typem człowieka, który uważa, że drugi na mecie jest pierwszym przegranym. Większość kierowców ściga się po to, by wygrywać, a nie zajmować drugie czy trzecie miejsca.
Nie. Trzecie miejsce będzie dla mnie dobrą nagrodą.
Podejście jest takie samo, jak zawsze. Celem na weekend jest stracenie jak najmniejszej liczby punktów w porównaniu z Raikkonenem i utrzymanie trzeciej pozycji w mistrzostwach.
W 2002 r zostałem zaproszony do udziału w ostatniej rundzie mistrzostw Brazylii Formuły Renault 2000. Miło było zobaczyć 25 tys kibiców na trybunach, bo w Europie na wyścigi tej serii nie
przychodzi tak wielu fanów. F1 to zupełnie co innego. Jak będzie tym razem? Postaramy się zdobyć tak dużo punktów, jak się da. Tyle mogę obiecać.
Po Brazylii czeka mnie tylko krótka przerwa. Już dwa tygodnie później pełną parą ruszają przygotowania do następnego sezonu - testy w Barcelonie.