Sainz po ostatnim restarcie z pól startowych GP Australii uderzył w tył auta Fernando Alonso, powodując spadek swojego rodaka na koniec stawki. Sędziowie nie zastanawiali się długo i wymierzyli kierowcy Ferrari karę 5 sekund.

Reklama

Za sprawą ostatniego restartu za samochodem bezpieczeństwa kara ta stała się bardzo dotkliwa, bowiem Sainz spadł z czwartego na 12. miejsce i tym samym Ferrari z Albert Park nie wywiozło żadnego punktu.

Sędziowie uznali, że Sainz miał możliwość uniknięcia kontaktu z Alonso, ale tego nie zrobił, dlatego należy mu się kara. Ferrari uważa, że ich kierowca został potraktowany surowiej niż Pierre Gasly, który nie został ukarany, gdy uderzył w bolid swojego kolegi z zespołu Alpine Estebana Ocona pod koniec wyścigu, co spowodowało, że obaj się wycofali.

Aby wniosek zespołu z Maranello był zasadny, Ferrari musiało przedstawić nowe i istotne dowody, które nie były wcześniej brane pod uwagę w momencie, kiedy sędziowie podjęli decyzję. Teraz FIA stwierdziła po przesłuchaniu Sainza, zbadaniu danych z telemetrii i wysłuchaniu innych kierowców, iż nie są to nowe i istotne dowody w sprawie, dlatego zdecydowano, że decyzja o karze była zasadna.

Wzięliśmy pod uwagę fakt, że ta kolizja miała miejsce w pierwszym zakręcie pierwszego okrążenia po restarcie, kiedy zgodnie z konwencją stewardzi zazwyczaj łagodniej patrzą na takie wypadki - napisano w oświadczeniu FIA. Dodano, że Sainz nie podjął żadnego działania, aby zapobiec kolizji. Dlatego kara została utrzymana.

Reklama

Czwartą rundą cyklu będzie wyścig o Grand Prix Azerbejdżanu zaplanowany na 30 kwietnia na torze w Baku.

W klasyfikacji generalnej mistrzostw świata F1 Sainz zajmuje piąte miejsce z 20 pkt. Prowadzi Holender Max Verstappen - 69 pkt.