"Nie chcieliśmy wracać do Utah. Chcieliśmy sprawę rozstrzygnąć tego wieczora. Zawsze ciężko jest w meczach, w których rywal jest u progu wyeliminowania, ale udało nam się osiągnąć cel" - powiedział rozgrywający Rockets Chris Paul.

33-latek trafił tylko sześć z 16 rzutów z gry, a problemy z celnością miała też większość jego kolegów. James Harden uzyskał 26 punktów, przy skuteczności 10/26. Teksańczycy wygraną zawdzięczają przede wszystkim zaciekłej obronie - łącznie mieli po 12 bloków i przechwytów. Dwucyfrowe wartości w obu tych kategoriach w meczu play off osiągnęli po raz pierwszy od 25 lat.

Jazz nieznacznie prowadzili na początku czwartej kwarty, ale później utrzymywała się niewielka przewaga Rockets. W końcówce goście nie radzili sobie z defensywą rywali, a ci zwycięstwo przypieczętowali skutecznie wykonywanymi rzutami wolnymi. Wśród pokonanych najlepszy był rezerwowy Royce O'Neale - 18 pkt.

Rockets muszą teraz czekać na rozstrzygnięcie w parze Warriors - Clippers. Obrońcom tytułu rywalizacja z ósmą na Zachodzie drużyną w sezonie zasadniczym idzie zaskakująco ciężko. Przed rozpoczęciem rozgrywek mało kto dawał Clippers szanse na sam awans do play off, jednak udało im się tego dokonać, a w rywalizacji z "Wojownikami" również nie odpuszczają.

Minionej nocy przyjezdni z "Miasta Aniołów" byli przede wszystkim zabójczo skuteczni. Trafili 54,1 proc. rzutów z gry, a Warriors 44,8. W szeregach zwycięzców nie do zatrzymania był przede wszystkim superrezerwowy Lou Williams - 33 pkt.

"Dlaczego nie gram w podstawowej piątce, tylko jestem rezerwowym trzeba pytać trenera, nie mnie. Doc Rivers nie jest pierwszym szkoleniowcem, który powierzył mi taką rolę. Większość poprzednich robiła to samo i pozostało mi tylko skupić się na tym, aby wywiązywać się z niej jak najlepiej" - podkreślił Williams.

32-letni strzelec, łącznie w rozgrywkach regularnych i play off, rozegrał w NBA 948 meczów. W pierwszym składzie spotkania zaczynał tylko w 110. Nie przeszkadzało mu to jednak w dwóch ostatnich sezonach zdobywać średnio po ponad 20 pkt na mecz.

"Nie chcę wybiegać myślami w przyszłość, bo wciąż przegrywamy 2-3, ale jestem zwyczajnie zachwycony tym jak dzisiaj zagraliśmy" - przyznał Rivers.

Jego podopieczni w trzeciej kwarcie osiągnęli 15-punktowe prowadzenie. Co prawda Warriors stratę zniwelowali i na 2.40 min przed ostatnią syreną wygrywali 118:117, ale końcówka znów należała do Clippers, którzy pozwolili rywalom na trafienie jeszcze tylko jednego rzutu i to w samej końcówce, kiedy wynik był w zasadzie rozstrzygnięty.

"To było najgorsze co mogło nam się przydarzyć. Nie dość, że pudłowaliśmy, to jeszcze nie potrafiliśmy ich zatrzymać. Masz wtedy wrażenie, jakbyś spadał w otchłań. Mam nadzieję, że w kolejnym meczu nie będziemy mieli takich problemów" - przyznał lider Warriors Kevin Durant, który zdobywając 45 pkt ustanowił rekord kariery w play off.

Spotkanie numer sześć odbędzie się w piątek w Los Angeles.