Gospodarze w drugiej kwarcie uzyskali 11-punktową przewagę, którą na początku trzeciej powiększyli nawet do 13, ale obrońcy tytułu w ostatniej części regulaminowego czasu gry odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie, które w końcowych minutach zmieniało się raz za razem. Ostatnie punkty uzyskał z rzutów wolnych Harden 38,7 s przed końcową syreną i było 112:112.

Od początku dogrywki to "Rakiety" były bliżej zwycięstwa, a kluczowa okazała się "trójka" Hardena 49 s przed końcem, po której miejscowi odskoczyli na sześć punktów (124:118). Później jeszcze Durant wykorzystał trzy wolne, ale gospodarze nie dali sobie odebrać zwycięstwa.

"Rzuciliśmy na szalę wszystko, co mieliśmy najlepszego, zarówno w obronie, jak i w ataku. Tylko jednak w taki sposób mogliśmy się przeciwstawić Warriors" - przyznał rozgrywający Rockets Eric Gordon, który uzyskał 30 pkt, co jest jego rekordem play off.

Gordon siedmiokrotnie trafił za trzy punkty, Harden dodał pięć takich celnych rzutów, a cała drużyna odnotowała ich 18. Rywale byli w tym elemencie o cztery trafione próby gorsi.

Grający z wybitym palcem Stephen Curry zdobył dla "Wojowników" 17 pkt, ale przy słabej skuteczności (7/23 z gry), a Draymond Green zaliczył tzw. triple double - 19 pkt, 11 zbiórek i 10 asyst.

"Spudłowałem w ważnych momentach dwa rzuty, po których piłka powinna wpaść do kosza. Moja kontuzja nie jest tu żadnym wytłumaczeniem. Jeśli gram, jestem na boisku, to muszę takie rzuty trafiać" - przyznał samokrytycznie Curry.

Obaj trenerzy zwrócili też uwagę na istotną rolę PJ Tuckera. Skrzydłowy gospodarzy uzyskał co prawda tylko siedem punktów, ale w ważnych momentach popisał się zbiórkami w ataku, a łącznie uzbierał ich 12.

"W czwartej kwarcie i dogrywce był cichym bohaterem" - ocenił szkoleniowiec pokonanych Steve Kerr, a prowadzący ekipę z Houston Mike D'Antoni dodał: "+Tuck+ po prostu nie pozwolił nam przegrać".

Czwarte spotkanie w tej parze - w poniedziałek w Houston. Rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw.