Na finałowy turniej do Urugwaju w 1967 roku Polacy jechali jako czołowy zespół europejski - wicemistrz (1963) i brązowy medalista (1965) mistrzostw kontynentu, szósta drużyna igrzysk olimpijskich w Tokio (1964). Uznaną markę zawodnicy trenera Witolda Zagórskiego potwierdzili w okresie poprzedzającym wyjazd na drugą półkulę, wygrywając 12 spotkań z rzędu. Serię tę kilka dni przed odlotem do Montevideo przerwał kontrolny mecz z Włochami w Neapolu, minimalnie przegrany 57:58.

W 5. mistrzostwach świata, w których udział wzięło 13 drużyn, Polacy dali się wyprzedzić tylko Związkowi Radzieckiemu, Jugosławii, Brazylii i USA, dystansując m.in. Argentynę i Włochy.

Współczesna drużyna biało-czerwonych pojechała do Chin w zupełnie innej sytuacji. W mistrzostwach Europy od 22 lat Polacy nie są w stanie przebić się do "ósemki". Awans na mundial to efekt skutecznego finiszu w drugiej fazie kwalifikacji i podwójnych wygranych z Holandią oraz faworyzowaną Chorwacją, a także u siebie z Włochami. Do tego w eliminacjach - ze względów na daty meczów i kolizję terminów m.in. z Euroligą - wiele ekip występowało w rezerwowych wręcz składach, a Polski praktycznie to nie dotknęło. Równie duża w tym zasługa nowego systemu rozgrywania mistrzostw świata, który do finałowego turnieju po raz pierwszy dopuścił aż 32 zespoły, w tym 12 z Europy.

W meczach kontrolnych przed mundialem ekipa trenera Mike'a Taylora wygrała trzy z 10 spotkań. Począwszy od szóstego sprawdzianu - z Niemcami w ostatnim meczu turnieju w Hamburgu - jej gra wyglądała lepiej, chociaż drużyna nie zakończyła cyklu przygotowawczego optymistycznie, przegrywając z Czarnogórą.

W turnieju finałowym Polacy zostali rozlosowani do grupy A i w pierwszej fazie grać będą w Wukesong Sport Arena w Pekinie z Wenezuelą (31 sierpnia, godz. 10 czasu polskiego), gospodarzem Chinami (2 września, 14.00) i Wybrzeżem Kości Słoniowej (4 września, 10.00).

Dwa najlepsze zespoły zakwalifikują się do rywalizacji o miejsca 1-16 i w drugiej fazie grupowej grać będą w Foshan (6 i 8 sierpnia) z dwiema czołowymi ekipami z grupy B (Rosja, Argentyna, Nigeria, Korea Południowa). Dwie najlepsze reprezentacje z tak utworzonej grupy I awansują do ćwierćfinału. Drużynom z miejsc trzeciego i czwartego w grupach A i B pozostaje walka o miejsca 17-32 w Kantonie.

Generalnie polską grupę uznaje się za dość łatwą. Po ogłoszeniu wyników losowania nie brakowało hurraoptymistycznych opinii, już widzących biało-czerwonych w czołowej dwójce, ale wyniki ostatnich spotkań kontrolnych każą inaczej spojrzeć na układ sił. Mylące mogą być też pozycje rywali w rankingu FIBA, opublikowanego w lutym po zakończeniu kwalifikacji do mundialu (20. Wenezula, 25. Polska, 30. Chiny, 64. Wybrzeże Kości Słoniowej).

Wenezuela pokazała, że jest zespołem potrafiącym grać jak równy z równym z silnymi rywalami, pokonała m.in. Turcję. Chiny, jako gospodarza turnieju, któremu "pomagają ściany", należy traktować poza wszystkimi kryteriami. WKS też odbiega od powszechnej do niedawna opinii o zespołach z Afryki. O sile drużyn z tego kontynentu przekonali się Polacy w przegranych kontrolnych spotkaniach z Tunezją czy Nigerią.

Kluczowe dla losów biało-czerwonych w Chinach będzie sobotnie inauguracyjne spotkanie z Wenezuelą (drugie w całym turnieju, bo pół godziny wcześniej w Foshan Serbia rozpocznie mecz z Angolą). Wygrany zyska nie tylko dwa punkty, ale też potwierdzenie własnej wartości i dodatkowy zastrzyk entuzjazmu przed kolejnymi meczami. Przegrany znajdzie się w trudnej sytuacji, zwłaszcza wobec czekającej go jeszcze konfrontacji z zespołem gospodarzy.

Reprezentantom Polski przed wyjazdem do Chin nie brakowało wiary w sukces, jakim byłoby miejsce w czołowej dwójce grupy A.

"Awans do mistrzostw świata to największy sukces w mojej karierze, chociaż zdobywałem z klubem tytuły w kraju i grałem Elite 8 Euroligi. Czuję wielkie wyróżnienie i wiarę w to, że możemy nie tylko awansować, ale i zaistnieć w turnieju w Chinach, zrobić coś fajnego dla kraju, naszych karier i rodzin. Jedziemy tam nie tylko pograć w grupie, ale zagrać o coś więcej" - powiedział jeden z weteranów drużyny Adam Hrycaniuk.

Koszykarzom reprezentacji można ku pokrzepieniu, ale i przestrodze przypomnieć przypadki polskich piłkarzy przed mundialami w 1974 i 2018 roku. Drużyna Kazimierza Górskiego, po kontrolnych meczach bez wyrazu, jechała do Niemiec skazana na pożarcie, a wróciła z historycznym trzecim miejscem. Ekipa Adama Nawałki w Rosji miała spacerkiem przejść przez grupę z Kolumbią, Japonią i Senegalem (jak w gr. A koszykarskiego mundialu, drużyny z Ameryki Południowej, Azji i Afryki), a skończyła na ostatnim miejscu.

Mistrzowskiego tytułu bronią w Chinach koszykarze USA, którzy przed pięcioma laty, w finale 24-zespołowych mistrzostw w Hiszpanii pokonali Serbię. Brązowy medal zdobyła Francja.

Amerykanie, prowadzeni przez legendarnego trenera Gregga Popovicha, stają przed szansą zdobycia trzeciego złota z rzędu, co byłoby precedensem. Drużyna złożona w komplecie z zawodników ligi NBA jest faworytem, ale nie tak zdecydowanym jak w poprzednich edycjach. Komplet graczy z NBA nie oznacza tym razem absolutnie, że jest to gwiazdozbiór.

Brakuje w niej całej plejady asów, na czele z LeBronem Jamesem, Stephenem Currym, Jamesem Hardenem, Anthonym Davisem czy Russellem Westbrookiem. Tylko dwóch zawodników z amerykańskiej "12" ma doświadczenie w wielkich międzynarodowych imprezach - Harrison Barnes jest złotym medalistą igrzysk w Rio de Janeiro (2016), a Mason Plumlee grał w MS 2014.

W dodatku ekipa USA nadszarpnęła swoją reputację, przegrywając w kontrolnym meczu z Australią, co zakończyło jej serię 78 spotkań bez porażki. Patty Mills z kolegami pokazali w Melbourne, że można ją pokonać.

Pretenduje do tego przede wszystkim reprezentacja Serbii, która jako jedyna wygrała wszystkie spotkania kontrolne przed mistrzostwami, m.in. dwa razy z silną Litwą, Grecją i na koniec z Francją. Niemal wszyscy koszykarze trenera Saszy Djordjevica grający w NBA pozytywnie odpowiedzieli na jego powołania, więc pod koszem rywali straszyć będzie triumwirat Nikola Jokic, Boban Marjanovic i Nemanja Bjelica, a na obwodzie groźny strzelec Bogdan Bogdanovic. W tej drużynie nie daje się nawet odczuć braku konruzjowanego Milosa Teodosica.

Aspiracje do medali w meczach przed mistrzostwami zgłaszali też Grecy, mający w składzie rewelacyjnego Giannisa Antetokounmpo, największego gwiazdora NBA na mundialu. Poważnie trzeba rozważać szanse Australii. Wciąż groźna jest reprezentacja Hiszpanii, a swoje ambicje mają też Litwini.