Puchacz sparzył się na Niemcach
Puchacz do Azerbejdżanu przeprowadzi się w wrześniu ubiegłego roku. Początkowo grał na zasadzie wypożyczenia, ale dobre występy sprawiły, że szefowie Sabah postanowili dokonać transferu definitywnego.
Polak mógł jednak wrócić do Kiel. Jego był klub chciał go z powrotem. Puchacz nie był tym zainteresowany. Już się parę razy sparzyłem na Niemcach, nie jestem wielkim fanem tego narodu - podkreśla w rozmowie z "weszlo.com" były reprezentant Polski.
Polak czuje się oszukany przez Niemców
Puchacz źle wspomina swój pobyt za naszą zachodnią granica. Nie czuł się w Niemczech dobrze. W tej Kilonii to były jaja. Miałem konflikt z kapitanem. Były pretensje o jakieś wślizgi na treningu, trzymali mnie, żebym go nie pobił. Generalnie nie rozumiałem wielu rzeczy. Zapłacili za mnie dwa miliony euro, miałem chyba najwyższą pensję w całej drużynie z tego, co oni mówili. A nie dostałem wsparcia - mówi na łamach "weszlo.com" 27-latek.
Jak można mówić o realnej szansie, kiedy w pierwszym meczu w Bundeslidze zostałem zdjęty w przerwie, a potem trafiłem na ławkę. Tak się lidera zespołu nie buduje. A potem było jeszcze gorzej. Nie wiem, o co tam chodziło, dziwni są ci Niemcy. Wiele razy mówiłem w wywiadach, że oni mnie okłamali, no i taka jest prawda. Mówili, że dadzą mi pięć-dziesięć meczów na wdrożenie, a potem zostałem zdjęty w przerwie i trafiłem na ławkę. To jak to inaczej nazwać? - pyta Puchacz.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.