Dziennik Gazeta Prawana logo

Beenhakker złapał kadrowicza na... Rodos

5 czerwca 2008, 22:07
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
"Jestem bardzo zaskoczony. Kiedy zobaczyłem, że w telefonie wyświetla mi się numer Leo Beenhakkera, byłem w szoku. Naprawdę żal mi Kuby Błaszczykowskiego" - mówi Łukasz Piszczek, którego w trybie awaryjnym ściąga do Bad Waltersdorf trener. Piszczek dołączy do kolegów na trzy dni przed meczem z Niemcami. Na zgrupowanie doleci prosto z Rodos, gdzie był na wakacjach.

Kiedy Beenhakker dzwonił do Piszczka, ten... wylegiwał się właśnie na wyspie Rodos, korzystając z uroków urlopu. "Selekcjoner pytał mnie, co robiłem przez ostatnie tygodnie. Czy pracowałem nad formą, czy leniuchowałem" - mówi DZIENNIKOWI piłkarz.

Mimo że Piszczek nie znalazł się nawet w grupie 26 piłkarzy, którzy pojechali do Donaueschingen, to właśnie na niego postawił Beenhakker. "Trener chciał skrzydłowego, a ja właśnie na tej pozycji grałem w Hercie i reprezentacji" - tłumaczy tę decyzję sam piłkarz, który po telefonie od Beenhakkera od razu zadzwonił do rodziców i pochwalił się im, że jedzie na Euro.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj