Antoni Piechniczek: Kiedyś nie miałem wpływu na to co się dzieje. Prezes Michał Listkiewicz rządził w stylu Josepha Blattera. O najważniejszych sprawach decydował sam. Czułem, że jestem
malowanym wiceprezesem. Dlatego podziękowałem. Nie pasowały mi rządy sędziów.
W pewnym momencie pomyślałem, że dam sobie z tym spokój. Gdy jednak nagonka na PZPN przybrała na sile, górę wzięła refleksja, że to co mam zawdzięczam piłce. Przecież senatorem też nie
zostałem dlatego, że byłem świetnym radnym sejmiku wojewódzkiego. Kibice mnie wybrali. Najłatwiej byłoby powiedzieć: cześć, dziękuje, bawcie się sami. A przecież mogę być pomostem
między związkiem i stroną rządową. Mogę studzić gorące głowy. Piłka dała mi to co mam, a teraz ja mogę oddać przysługę. Druga sprawa, że wszyscy kandydaci na prezesa rozmawiali ze
mną i mówili: Antek znamy się tyle lat - pomóż. Grzesiu Lato po wyborze ponowił prośbę, więc oto jestem.
Sala wybrała pana Klocka. Trudno, żebym obrażał się na demokrację. Skoro on jest to ok., muszę to zaakceptować. Nie muszę go jednak zapraszać do ścisłej współpracy.
Każdy człowiek podejmujący działalność społeczną musi się liczyć z tym, że w jego otoczeniu mogą się znaleźć czarne owce. Nie jedna czarna owca, jak mówił prezes Listkiewicz, ale
kilka owiec.
>>>Zobacz, co wymyśliły nowe władze PZPN
Jeśli komuś postawią zarzut, to natychmiast zostanie zawieszony. Klocek ma powody, żeby się bać? Pan Klocek nie ma zarzutów i nie jest największym problemem polskiej piłki. Polski futbol to
czterysta tysięcy ludzi. Z tego trzysta pięćdziesiąt to piłkarze. Dla nich problemem jest znalezienie odpowiednich nauczycieli, trenerów i wychowawców.
Dla mnie to ciągłe gadanie o Klocku, czy Antkowiaku urąga zasadom przyzwoitości. Zewsząd słyszę, że nad niektórymi członkami zarządu coś wisi. To ja panu powiem, że mnie to wisi.
Może za kadencji Grzesia nie było tematów, które by go interesowały? Za nim przemawia to, że jest młody, nie wypalił się, a praca w związku jest jego pasją. Przemierzył prawie
dwadzieścia tysięcy kilometrów, by zdobyć zaufanie delegatów.
A co w tym złego, że dał komuś piłkę czy koszulkę z autografem? Byłbym dumny, gdybym dostał taki prezent z adnotacją:"Od Grzesia Laty dla Antoniego Piechniczka".
Przecież po Euro 2008 powiedziałem, że powinien zostać. Nadal jednak nie potrafię zrozumieć, że nie mamy raportu z imprezy.
>>>Dni Beenhakkera są policzone
To może uczynić tylko prezes i będę mu doradzał, żeby o to poprosił. I to nie jest kolejny odcinek wojny. Przyznam, że wiele znosimy, by współpraca trwała dalej. Przy okazji meczu Polska -
Czechy telewizja pokazała film o rodzinie PZPN. Beenhakker udziela w nim reprymendy działaczom. Gdyby zrobił coś takiego w Arabii Saudyjskiej to natychmiast zerwano by kontrakt.
Kontrakt trenera kończy się po eliminacjach, więc nie stawiajmy go pod ścianą. Jeśli przegramy z Irlandią to świat się nie zawali. Poza tym nie uprzedzajmy faktów. Może po tym spotkaniu
Leo przyjdzie do nas i sam powie, że dalsza współpraca nie ma sensu. A może będziemy się cieszyć z wyniku i czekać z nadzieją na kolejne dobre mecze.