Powietrze w Białymstoku mi służy. W ogóle w Polsce czuję się najlepiej. Jestem szczęśliwy po tym występie, ale przeżyłem już za dużo wzlotów i upadków w swojej karierze, aby popadać w
euforię. Nie świętowałem tych dwóch goli. Poszliśmy z żoną na dobrą kolację i tyle. Prawdziwym testem dla mnie i moich kolegów będą najbliższe mecze z Lechem i Legią. Wtedy się
okaże, ile jesteśmy warci.
Przykro mi, że zawiodłem. Ale była szansa. Przy stanie 2:0 próbowałem przerzucić piłkę nad bramkarzem. Zrobiłem taką podcinkę w moim stylu, zgodnie ze wszystkimi kanonami. Nie wiem,
dlaczego nie wpadło. Chyba byłem o metr za blisko od rywala.
Kamil jest bardzo zdolny, tak szybki, że jak się odwróci z piłką w kierunku bramki, to rywale oglądają jego plecy. Zaskoczył mnie jednak tymi dobrymi podaniami. Podczas treningów nawet bez
udziału obrońców nigdy nie dogrywał piłki tak dokładnie.
Nie da się porównać drugiej ligi angielskiej do naszej ekstraklasy. Po prostu gra się tam zupełnie inaczej. Trudno powiedzieć czy lepiej, inaczej. W Championship dominuje przede wszystkim walka
fizyczna. Aby się przebić, trzeba być bardzo mocnym, dobrze zbudowanym. I jeszcze przepychać się w polu karnym, szarpać, walić łokciami. To nie dla mnie, ja tego nie potrafię.
Miałem nie grać w tym pierwszym meczu, ale jakoś się przemogłem. A tak naprawdę to była taka mała zasłona dymna. Chcieliśmy wprowadzić trochę zamieszania w drużynie rywala i chyba się
udało. Zagraliśmy bardzo dobrze tylko w pierwszej połowie, ale liczę, że za tydzień w Poznaniu przeciwko Lechowi zaprezentujemy taki styl przez 90 minut.
Brakuje mi do niego dziesięciu goli. Hm.... Chyba powalczę z nim przyszłym roku.
Nikt w Białymstoku nie wierzy, że jednak dojdzie do tego. Klub się odwołuje i wiele wskazuje na to, że kara zostanie złagodzona. Jest ona przecież nieadekwatna do winy.