Czy ja wiem, czy święto? Nie, chyba nie. Oczywiście czujemy się świetnie, wszyscy się cieszą, ale to głównie dlatego, że jakaś mała część większego planu została wykonana. Dlaczego mówię „mała”? Ponieważ awans do finału to, owszem, fajna sprawa, ale co nam z tego przyjdzie, jeżeli tego finału nie wygramy? Ta największa radość zarezerwowana jest na noc po decydującym meczu w Rzymie, gdy wygramy po raz drugi z rzędu ten puchar.
Stało się to, co się miało już stać w pierwszym meczu. Wówczas już potrafiliśmy stworzyć sobie klika doskonałych sytuacji, ale jakoś nie potrafiliśmy ich zamienić na bramki. We wtorek na Emirates już to wszystko jednak wychodziło zgodnie z założeniami. Graliśmy naprawdę świetnie, szczególnie początek spotkania był koncertowy. Szybko strzeliliśmy dwie bramki i byliśmy zupełnie wyluzowani, czekaliśmy tylko na trzeciego gola, wiedząc doskonale, że jest on tylko kwestią czasu.
Na pewno bohaterem spotkania był Cristiano Ronaldo. Strzelił dwie bramki, obie zresztą piękne. Na pewno zasłużył na jakieś cieplejsze słowo. Cały jednak zespół zaprezentował się po prostu wyśmienicie pod względem taktycznym. Każdy grał tak, że jego bezpośredni przeciwnik z Arsenalu nie miał nic do powiedzenia. Widać, że jesteśmy coraz bardziej doświadczonym zespołem. Te wszystkie puchary, które zdobyliśmy w zeszłym sezonie, mnóstwo ważnych meczów, które rozegraliśmy, to wszystko teraz procentuje.
Wszystko przemawiało za nami. Nasze doświadczenie, zaliczka z pierwszego spotkania. Mogę jednak zapewnić, że w finale Manchester United wyjdzie równie bojowo nastrojony i pewny siebie. Taka już jest ta drużyna.
Jak to jak wygląda? Trenuję, czekam na swoją szansę...
Grałem zdecydowanie więcej. W tym faktycznie nie za wiele. Manchester to najlepsza drużyna na świecie, tutaj rywalizacja o miejsce w składzie jest niesamowita. Na każdą pozycję jest trzech zawodników i każdy z nich chce grać. Proszę popatrzyć na ławkę, chociażby w tym półfinałowym spotkaniu z Arsenalem. Obok mnie siedzieli Dymitar Berbatow, Ryan Giggs czy Paul Scholes. Są równie dobrzy piłkarze, którzy muszą siedzieć na trybunach. Wiem jednak, o co walczę. Na razie czekam. Nie jest to łatwa sytuacja dla bramkarza, który jest przeambitny...
Jestem. Oczywiście, że tak. Dla mnie szczytem marzeń nie jest granie 90 minut co tydzień w jakimś przeciętnym klubie. Moją ambicją jest regularnie grać w najlepszym klubie świata. Na to trzeba sobie zapracować. Postawiłem sobie wielki cel i dążę do niego. To nie jest łatwa sprawa. Konkuruję z naprawdę znakomitymi fachowcami. Ja to już powtarzam od kilku lat i może to dla was i kibiców staje się już nudne. Nie zmieniam jednak zdania. Nie tracę czasu w Manchesterze United, zbieram ogromne doświadczenie, mam dopiero 27 lat. Jeżeli zrealizuję ten mój plan, osiągnę szczyt. Wszystko, co tylko profesjonalny piłkarz może sobie wyobrazić. Będę wygrywał puchary, tytuły mistrzowskie. Jestem tu 2,5 roku. Wygraliśmy dwa mistrzostwa Anglii, w zeszłym sezonie Puchar Mistrzów, teraz też jesteśmy na najlepszej drodze, by to powtórzyć. Nikt nie może mi zarzucić, że zadowoliłem się tylko siedzeniem na ławce, bo tak nie jest. Powtarzam jednak, że konkurencja tu jest ogromna.
Właśnie podpisałem czteroletnią umowę. Sir Alex Ferguson mnie bardzo docenił, podpisując ze mną ten kontrakt, przedłużając te moje marzenia. Nie wiem, co się stanie w przyszłym sezonie. Jeżeli sir Alex zadecyduje, że powinienem iść na wypożyczenie, zagrać gdzieś pełen sezon, to oczywiście pójdę. Wiadomo już, że Edwin van der Sar zostaje jeszcze jeden sezon. To wszystko zależy jednak od decyzji sir Aleksa. Oczywiście są momenty frustrujące, kiedy nie jadę z drużyną na mecz, nie łapię się nawet na ławkę. Nie poddaję się jednak, w sezonie jest tyle meczów, tyle nieprzewidywalnych sytuacji. Kto wie, może zagram w finale Ligi Mistrzów? Wszystko jest możliwe.
Już od kilku lat. Nie można się jednak jego czepiać. Holender jest w fantastycznej formie. Pobił w tym sezonie rekord minut bez puszczonej bramki. Nie mam zamiaru umniejszać jego osiągnięć. Nie jestem takim typem człowieka, potrafię docenić czyjeś wyniki.
Ostatni? Na mistrzostwach Europy, a właściwie jeszcze zanim się rozpoczęły. Nikt się ze mną od tamtego czasu nie kontaktował. Trener mnie nie powołuje, ma inną koncepcję, korzysta z innych piłkarzy.
Co ja mam do wyjaśnienia? Jestem zdrowy, przygotowany i gotowy w każdej chwili pojechać na zgrupowanie.
Nie powiedziałem nic za dużo. Różne rzeczy się mówi o reprezentacji, ja na pewno nie chcę być tym, który będzie wsadzał kij w mrowisko. Jest to zupełnie niepotrzebne. Sprawa jest jasna. Trener Leo Beenhakker nie widzi mnie w składzie i nie powołuje.
A kiedy nie byłem? Jeździłem na reprezentację od piętnastego roku życia. Grałem w wielu kategoriach wiekowych. Bywały sytuacje, że nie grałem, że siedziałem na trybunach, ale mimo wszystko jeździłem. To chyba mówi wszystko za siebie. Kadra jest wyróżnieniem dla każdego zawodnika.
Tak nie było. Mówiłem o tym już wielokrotnie. Nie wiem, dlaczego trener tak powiedział, trzeba by go zapytać.