Tylko Wisła. Mam jeszcze rok kontraktu i zamierzam go wypełnić. Nigdzie się stąd nie ruszam.
Tak, rozmawiamy z kilkoma piłkarzami i ich menedżerami. Mamy pomysł na wzmocnienie tej drużyny. Tym bardziej że mamy teraz asa w rękawie w postaci zmienionych, łatwiejszych zasad kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Mamy nadzieję, że skusimy wybranych przez nas piłkarzy perspektywą gry w tych elitarnych rozgrywkach.
Bardzo bym chciał pozyskać Macieja Żurawskiego. On by nam się przydał, a z tego, co wiem, nie podpisał jeszcze kontraktu z Omonią Nikozja.
Tak, ale niestety stan jego zdrowia nie pozwala jeszcze myśleć o nim w perspektywie eliminacji do Ligi Mistrzów. Mam nadzieję, że Łukasz wzmocni nas we wrześniu, wtedy powinien być już w pełni sił.
Mistrzostwo to mistrzostwo, smakuje tak samo. Ale to tegoroczne było o wiele trudniej zdobyć. Naprawdę w całej rundzie wiosennej moi piłkarze byli maksymalnie spięci. Determinacja, ambicja i walka do końca. Lech i Legia były bardzo mocne, ale my nie odpuściliśmy na wiosnę nawet jednego meczu.
Moi piłkarze popełnili grzech pychy. Po poprzednim sezonie wydawało im się, że są bardzo mocni i będą wygrywali mecze równie łatwo jak rok wcześniej. To, że prasa przestała nas wymieniać w roli faworytów, było jak najbardziej słuszne, ale jednocześnie dało nam do myślenia. Piłkarze zmobilizowali się maksymalnie. Wiosną mieliśmy tylko jeden cel – obronić mistrzostwo.
Nie, w Poznaniu. Jechaliśmy tam ze stratą trzech punktów do Lecha i porażka przekreśliłby nasze szanse na mistrzostwo. Tak się nie stało, zostaliśmy w grze i wtedy wiedziałem, że mistrzostwo jest realne.
Jakim doświadczeniem? Mamy jeden z najmłodszych zespołów w ekstraklasie. Jest oczywiście starszy trzon: Głowacki, Baszczyński, Zieńczuk i Sobolewski, ale poza nimi większość piłkarzy to młodzi chłopcy. To właśnie ta mieszanka okazała się kluczem do sukcesu.
Uważam, że opatrzność rzeczywiście czuwała nad nami. Na koniec sezonu dostaliśmy wiele prezentów od losu, które wykorzystaliśmy. W Gdańsku przy stanie 1:1 strasznie interesowałem się innymi wynikami. Nie wiedziałem, co zrobić, czy bronić tego wyniku, czy nie. Lechia strzeliła nam jednak gola i wtedy przestałem nasłuchiwać wieści z innych stadionów – postawiłem wszystko na jedną kartę. Rzuciliśmy się do ataku i okazało się, że pozostałe wyniki nie są już dla nas ważne.