Stefan Majewski: Sam zrezygnowałem. Dopóki uważałem, że jestem w stanie sprawić aby ten zespół grał nie tylko dobrze, ale także wygrywał nie podejmowałem takiej decyzji. Po meczach
Warszawie z Polonią z w Krakowie z Odrą uznałem, że wyraźnie brakuje mi szczęścia, bez którego trudno o sukcesy w futbolu.
Pewnie, że popełniałem. Moja robota tak naprawdę nie została zakończona. Zaplanowaliśmy sobie z profesorem Filipiakiem dość długi proces zmiany tej drużyny, wymiany zawodników, zmiany
sposobu ich doboru, stawialiśmy na młodych. Nie od razu w takiej sytuacji się wygrywa. Mój następca będzie szedł tą drogą.
Na ostatnim miejscu w tabeli, ale nie w sytuacji beznadziejnej. Chłopaki wygrają dwa, trzy mecze i będą znacznie wyżej.
Trzeba ich zapytać, ale nie na wyrywki tylko wszystkich. Część będzie mnie dobrze wspominać, inni gorzej. To jest normalne. Wszedłem wczoraj do szatni po raz ostatni, podziękowałem im za
pracę, rozstaliśmy się godnie.
>>>Trener Cracovii został bez pracy
Życzę im wszystkim aby drużyna wygrywała. Wtedy nie będzie żadnych problemów. Wie pan jak to jest z kibicami. Robi się gorąco, kiedy nie ma zwycięstw. Ja nie miałem z nimi problemu, to oni
mieli ze mną.
Nie zgadzam się. Nigdy nie straciłem entuzjazmu. Czasem było mi po prostu przykro.
Teraz nic. Odpocznę sobie, posiedzę, pomyślę, przeanalizuje ostatnie miesiące, zastanowię się nad błędami, które popełniłem. Później pojadę do Niemiec, będę chodził na mecze
Bundesligi, uczył się, przyglądał, robił notatki.
Nie zgadzam się. Niech pan oceni mnie także przez pryzmat poprzednich sezonów i przypomni sobie które miejsca Cracovia zajmowała pod moją wodzą.
Mogę tylko powiedzieć, że miałem z nim bardzo poważną i trudną rozmowę.
Absolutnie nie. Tutaj chodziło o coś zupełnie innego.
Niech panu będzie, że jest pan blisko prawdy.
.
Nie pracowałem w Cracovii krótko, nikt mnie z klubu nie wyrzucał i chcę aby wszyscy wiedzieli, że miałem idealne warunki do pracy. Czasem po prostu trzeba odejść.
Z jednym rozstałem się nie z własnej woli. Ukradli mi go w Łodzi, drugi służbowy oddaję do klubu, a trzeci prywatny zabieram.
Wierzę, w to co mam w głowie, a nie w laptopie.