Większość reprezentantów Polski zameldowała się w Seulu w środowe południe. Dokładnie z jednodniowym opóźnieniem do drużyny dołączyło sześć osób - Smuda, Jakub Błaszczykowski, Paweł Brożek, dyrektor ds. komunikacji Tomasz Rząsa, a także lekarz Mariusz Urban i masażysta Maciej Misiewicz. Ze względu na usterkę samolotu nie wyruszyli we wtorek z Krakowa do Frankfurtu, skąd reprezentacja biało-czerwonych odlatywała do Korei Płd.

Reklama

Czwartkowe zajęcia w Seulu rozpoczęły się o godz. 18.00 miejscowego czasu (11.00 w Polsce). Miejscem był World Cup Stadium, na którym w 2002 roku odbywały się mistrzostwa świata.

"Trening był intensywny, odbyła się również wewnętrzna gierka sparingowa. Uczestniczyli w niej m.in. Tomasz Frankowski i Jacek Zieliński (współpracownicy selekcjonera - PAP), dzięki czemu mieliśmy w obu zespołach po 11 zawodników. Nie było już potrzeby, żebym... ja wybiegał na boisko" - powiedział PAP Rząsa, były reprezentant kraju, obecnie odpowiedzialny za kontakty kadry z mediami.

Jak podkreślił, nikt z piłkarzy nie narzeka na kontuzje. Warunki do grania w piłkę są bardzo dobre. W Seulu wieczorem było ok. 15-16 stopni Celsjusza. "Czwartkowy trening miał charakter oficjalny, dlatego był otwarty dla mediów tylko przed kwadrans. Nasze poczynania obserwowało wielu koreańskich dziennikarzy. Wcześniej odbyła się tutaj konferencja prasowa z udziałem trenera Smudy i Łukasza Fabiańskiego. O ile wiem, mecz obejrzy ok. 40 tysięcy widzów" - dodał Tomasz Rząsa.

Biało-czerwoni zagrają z Koreą Płd. o godz. 20.00 (13.00 w Polsce), a 11 października zmierzą się w niemieckim Wiesbaden z Białorusią. Ze względu na kłopoty zdrowotne, z wylotu do Azji zrezygnowali m.in. Łukasz Piszczek, Wojciech Szczęsny, Ludovic Obraniak i Arkadiusz Głowacki.

Reklama