Po porozumieniu z rządem PZPN mógł znowu triumfować. Kurator opuścił Miodową i wszystko zostało po staremu. Satysfakcji z takiego obrotu wydarzeń nie krył Grzegorz Lato. "Wojnę wytoczyli i na jednym motorze wrócili. Uśmiałem się z tego odwrotu do łez" - mówi główny kandydat na nowego prezesa PZPN.
Lato próbę zdelegalizowania zarządu PZPN nazywa sądem kapturowym. "To był bolszewizm w najgorszym wydaniu" - mówi w rozmowie z "Polską" były reprezentant kraju.
Najdziwniejsze dla Laty jest jednak to, że nagonka na PZPN i jego samego ciągle nie ustaje. "Pan Lis pyta, co ja sobą reprezentuję? Na pewno więcej niż redaktor, który tylko zmienia stacje i nabija sobie przy tym kabzę pieniędzmi od telewidzów" - mówi oburzony. "Nie po to w trudnych czasach dawałem trochę radości rodakom, żeby teraz byle kto wycierał sobie gębę moim nazwiskiem" - kończy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|