Już pierwsze minuty zwiastowały dobre widowisko. Lechici nie wykorzystali błędu rywali, bowiem próba lobu Radosława Murawskiego była zbyt czytelna dla Vladana Kovacevica. Chwilę później goście przeprowadzili składną akcję - po dośrodkowaniu Dawida Drachala bramkę zdobył Dejan Sorescu.

Reklama

Poznaniacy szybko otrząsnęli się po tak szybkim ciosie i już trzy minuty później Filip Marchwiński w sytuacji sam na sam mógł wyrównać. Piłkarza Lecha w ostatniej chwili powstrzymał Milan Rundic, który czubkiem buta lekko trącił piłkę spod nóg Marchwińskiemu, a ten stracił równowagę. Po rzucie rożnym gospodarze wyrównali. Piłka tylko na chwilę opuściła pole karne, ale po miękkiej wrzutce Murawskiego, 17-letni Michał Gurgul na raty zdobył swojego pierwszego gola w ekstraklasie.

Oba zespoły postawiły na otwartą grę, kibice więc nie mogli narzekać. Lechici musieli przetrwać kilkuminutowy napór Rakowa, a potem sami przenieśli ciężar gry na połowę rywala. Podopieczni Johna van den Broma z niezwykłym zaangażowanie atakowali przeciwnika już przed jego własnym polem karnym. Częstochowianie próbowali grać długimi podaniami, ale piłki zwykle "zbierali" obrońcy i środkowi pomocnicy Lecha.

W 25. minucie niezwykle aktywny Kristoffer Velde idealnie obsłużył Marchwińskiego, który poradził sobie w przepychance z Rundicem, ograł Vladana Kovacevica i posłał piłkę do pustej bramki.

Ten gol tylko uskrzydlił gospodarzy, którzy szukali okazji na podwyższenie wyniku. W 33. min Murawski zabrał piłkę Rundicowi i mając przed sobą tylko bramkarza Rakowa dograł do Marchwińskiego. Napastnik "Kolejorza" podał jeszcze do Joela Pereiry, ale Portugalczykowi zabrakło instynktu snajpera. Zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i goście zdążyli zażegnać niebezpieczeństwo.

Mistrzowie Polski po niezłym pierwszym kwadransie, sprawiali wrażenie nieco zaskoczonych strategią poznańskiej drużyny, z którą sobie nie mogli poradzić. W końcówce doszło do nieprzyjemnego starcia w powietrzu pomiędzy Filipem Dagerstalem a Łukaszem Zwolińskim. Obrońca Lecha musiał na noszach opuścić boisko, a napastnik gości kontynuował grę z obandażowaną głową. Sędzia Szymon Marciniak tę sytuację zinterpretował jako faul lechity i częstochowianie egzekwowali rzut wolny z nieco ponad 20 m. John Yeboah trafił w mur i piłka po rykoszecie poszybowała tuż nad poprzeczką.

Piłkarze Rakowa po zmianie stron poprawili swoją grę, częściej byli w posiadaniu piłki, ale też niewiele z tego wynikało. W ofensywie nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Lech z kolei nie forsował tempa, nie stosował już tak agresywnego pressingu, momentami całym zespołem cofał się na własną połowę.

Reklama

Tempo spotkania osłabło, trener gości Dawid Szwarga systematycznie wpuszczał na murawę nowych zawodników, ale ci nie byli w stanie odmienić oblicza swojego nieco ospałego zespołu. Częstochowianie też powtarzali swoje grzechy z pierwszej połowy. Po kolejnej stracie piłki w środku pola Karlstroem uruchomił Velde, a ten jednym zwodem oszukał obrońcę oraz bramkarza Rakowa i podwyższył wynik.

Emocje na tym się skończyły, ale kontry gospodarzy momentami pachniały kolejną bramką. W doliczony czasie gry rezerwowy Adriel Ba Loua ładnym uderzeniem bez przyjmowania piłki ustalił rezultat spotkania.

Lech Poznań - Raków Częstochowa 4:1 (2:1)
Bramki: 0:1 Deian Sorescu (2), 1:1 Michał Gurgul (7), 2:1 Filip Marchwiński (25), 3:1 Kristoffer Velde (72), 4:1 Adriel Ba Loua (90+3)
Żółta kartka - Lech Poznań: Jesper Karlstroem. Raków Częstochowa: Ben Lederman, Adnan Kovacevic
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 21 874
Lech Poznań: Bartosz Mrozek - Alan Czerwiński, Filip Dagerstal (45+2. Antonio Milic), Miha Blazic, Michał Gurgul - Joel Pereira, Radosław Murawski, Afonso Sousa (68. Filip Szymczak), Jesper Karlstroem, Kristoffer Velde (81. Artur Sobiech) - Filip Marchwiński (81. Adriel Ba Loua)
Raków Częstochowa: Vladan Kovacevic - Giannis Papanikolaou (46. Bogdan Racovitan), Adnan Kovacevic, Milan Rundic - Dawid Drachal (70. Srdjan Plavsic), Ben Lederman, Gustav Berggren (75. Władysław Koczerhin), Deian Sorescu - John Yeboah (60. Sonny Kittel), Łukasz Zwoliński (60. Fabian Piasecki), Marcin Cebula





autor: Marcin Pawlicki