Bech otworzył wynik meczu
Po wysokim i efektownym zwycięstwie przed tygodnie rewanż wydawał się formalnością. Goście jednak nie przyjechali do Poznania bez wiary w końcowy sukces. Piłkarze Aarhus GF nie zamierzali niczego ułatwiać gospodarzom i od początku ruszyli do ataku.
W pierwszej połowie to oni byli stroną bardziej wyrazista i przeważającą. Ich wysiłki przyniosły efekt w postaci gola otwierającego wynik spotkania. W 32. minucie do siatki Lecha trafił Tobias Bech.
Sędzia anulował rzut karny
"Kolejorz" w przed przerwą najlepszą okazję do strzelenia gola miał w 39. minucie. Niestety Luis z bliska nie potrafił wcelować do pustej bramki. Piłkarz z Hondurasu uderzył nad poprzeczką.
Kilkanaście minut wcześniej sędzia z Albanii podyktował rzut karny dla Lecha. Juxhin Xhaja dopatrzył się nieprzepisowego zagrania przez jednego z obrońców, ale ostatecznie sędzia zmienił swoją decyzję, bo najpierw piłka odbiła się od uda, a dopiero później trafiła w rękę zawodnika gości.
Pech Lisa, szczęście Arnstada
W 55. minucie sytuacja się odwróciła. W polu karnym ręką zagrał Wojciech Mońka. Sędzia obejrzał sytuację na monitorze VAR i wskazał na "wapno".
Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Kristian Arnstad. Norweg nie najlepiej uderzył piłkę, ale miał sporo szczęścia. Futbolówka pod brzuchem Mateusza Lisa wpadła do siatki.
Duńczycy odrobili straty
W 75. min. sytuacja Lecha zrobiła się bardzo nieciekawa. Frederik Tingager zdobył trzecią bramkę dla Aarhus GF. Środkowy obrońca po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową pokonał Lisa.
W ten sposób Duńczycy odrobili straty z pierwszego meczu. Wynik przed upływem regulaminowych 90. minut już się nie zmienił i sędzia z Albanii zarządził dogrywkę.
Lech przegrał w rzutach karnych
Coś co wydawało się przed pierwszym gwizdkiem niemożliwe stało się faktem. Zaczęły się wielkie nerwy. Lech sam sobie skomplikował sprawę awansu, która teraz pozostawała otwarta.
Mistrz Polski co prawda w 95. minucie strzelił gola, którego autorem był Filip Jagiełło, jednak pięć minut później rywale po trafieniu Tomas Oli Kristjansson znów prowadzili trzema bramkami.
Ostatecznie o losach awansu do kolejnej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów zdecydowały rzuty karne. Lepiej wykonywali je piłkarze Aarhus GF, którzy wygrali serię konkurs jedenastek 4:3.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
