Lech rozstawiony w kwalifikacjach
Lech występuje w tzw. ścieżce mistrzowskiej, teoretycznie ma łatwiejsze zadanie. Drużyna z Poznania będzie w przypadku kolejnych awansów rozstawiona, aż do ostatniej rundy kwalifikacji włącznie.
Lech już na początku lat 90. próbował awansować do Ligi Mistrzów, w której startowało wówczas zaledwie osiem drużyn. Pierwsza próba była nieskuteczna, kolejne, już w 21. wieku również.
Lech przebudził się po pół godzinie gry
Kibice "Kolejorza" wierzą, że w tym roku wreszcie się uda. Ich ukochana drużyna udanie rozpoczęła drogę do fazy ligowej Champions League. Piłkarze z Wielkopolski wygrali na wyjeździe 2:0, choć po pierwszych prawie 30. minutach nic nie wskazywało, że lechici odniosą w Danii tak przekonujące zwycięstwo.
Na stadionie w Randers, bowiem obiekt Aarhus GF jest obecnie modernizowany gospodarze meczu od pierwszej minuty narzucili gościom swój styl gry. Zawodnicy Lecha mieli spore kłopoty z wyjściem z piłką z własnej połowy.
Z przewagi Duńczyków jednak nic nie wynikło konkretnego, a mistrzowie Polski wyprowadzili wreszcie skuteczną akcję. Po podaniu Radosława Murawskiego mocnym uderzeniem pod poprzeczkę Jespera Hansena pokonał Mikael Ishak.
Lech szybko wykorzystał osłabienie rywali
Stracony gol to był dopiero początek kłopotów Aarhus GF przed przerwą. W 37. minucie bramkarz duńskiego zespołu interweniował poza polem karnym. Na jego nieszczęście odbił piłkę ręką i po interwencji VAR sędzia pokazał mu za to zagranie czerwoną kartkę.
Lech szybko wykorzystał grę w przewadze. W 42. minucie Patrik Walemark po dwójkowej akcji z Antonim Kozubalem podwyższył na 2:0.
Stracony gol podziałał na Lecha jak zimny prysznic
Gospodarze nie zamierzali jednak się poddawać. Na drugą połowę wyszli z postanowieniem zmiany niekorzystnego wyniku. Szybko udało im się zdobyć kontaktową bramkę. W 55. minucie do siatki trafił Kristian Arnstad.
Cztery minuty później mógł być remis. Lecha przed stratą drugiego gola uratował Michał Gurgul, który wybił piłkę praktycznie z linii bramkowej.
Te dwie sytuacje podziałały na lechitów jak zimny prysznic. W 61. minucie Terry Yegbe zdecydował się na uderzenie z dystansu. Wyszło idealnie. Po atomowym strzale piłka wpadła w samo "okienko".
Na tym nie koniec. "Kolejorz" poszedł za ciosem i w 66. minucie zdobył czwartą bramkę. Drugi raz w tym meczu do siatki trafił Walemark.
Lech mimo wysokiego prowadzenia dążył do strzelenia kolejnych goli. Okazji nie brakowało, ale wyniku nie udało już się zmienić. Jednak nie ma na co narzekać. Poznaniacy wracają do domu z solidną zaliczką i przed rewanżem na własnym stadionie mogą czuć się bardzo pewnie. Wydaje się, że tylko katastrofa może im odebrać awans do trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
