"Mecze takie, jak ten nie zdarzają się często i musimy tę okazję wykorzystać jak najlepiej. Nie jesteśmy faworytami. Graliśmy już jednak na takich historycznych stadionach, np. na San Siro przeciwko wspaniałej drużynie, jaką jest Milan. Będzie bardzo ciężko, ale jedziemy do Madrytu bez obaw. Będziemy musieli dać z siebie wszystko i zagrać na sto procent naszych możliwości" - powiedział Anglik.

Reklama

W ekipie Tottenhamu nie zagrają Alan Hutton, Ledley King, Steven Pienaar, Jonathan Woodgate i Younes Kaboul. Niepewny jest także występ Williama Gallasa. Mimo to, Redknapp liczy, że jego piłkarze sprawią wielką niespodziankę.

"To dla nas wielki dzień i nie muszę piłkarzy dodatkowo motywować, oni wręcz palą się do gry. Jeśli wszyscy zagrają na sto procent możliwości, możemy sprawić niespodziankę" - podkreślił.

Jeśli "Koguty" awansują do półfinału, będą drugą od 2006 roku ekipą, która w debiutanckim sezonie w Lidze Mistrzów dotrze do tej fazy rozgrywek. W 2006 roku hiszpański Villareal zagrał w 1/2 finału z Arsenalem Londyn (0:0 i 0:1).

Zdaniem wypożyczonego do Realu z Manchesteru City Emmanuela Adebayora, jego drużynę czeka bardzo trudne zadanie.

"Piłkarze Tottenhamu grają bardzo zespołowo, współpracują ze sobą zarówno w obronie, jak i ataku. Nigdy też się nie poddają, nawet jeśli przegrywają 0:2 czy 0:3. Zawsze walczą z całych sił do końcowego gwizdka. Taką mentalność mają zresztą wszystkie angielskie zespoły" - ocenił napastnik z Togo.

Mimo to, liczy na zwycięstwo "Królewskich", którzy w ćwierćfinale zagrają po raz pierwszy od 2004 roku.

"Będzie bardzo ciężko, sporo problemów może sprawić nam Peter Crouch i będący w wysokiej formie Gareth Bale, ale my mamy świetną drużynę i jesteśmy gotowi do walki. Musimy pokazać, że jesteśmy Realem Madryt i postarać się strzelić wiele goli. Byłbym ogromnie szczęśliwy, gdybym mógł wygrać dziesiąty Puchar Europy dla Realu i to po finale na Wembley. To byłby najlepszy prezent, jaki dostałbym w życiu" - zaznaczył.

"Jeśli zagramy solidny mecz i nie będziemy mieli problemów w ataku, to stać nas na zwycięstwo z Tottenhamem. Nie będzie również dramatu, jeśli zremisujemy" - zauważył trener "Królewskich" Jose Mourinho, którego piłkarze w sobotę w lidze hiszpańskiej sensacyjnie przegrali na własnym boisku ze Sportingiem Gijon 0:1. To pierwsza od dziewięciu lat porażka na własnym boisku zespołu prowadzonego przez tego szkoleniowca.

"W Lidze Mistrzów możemy osiągnąć inny rezultat, grając tym samym składem, co ze Sportingiem. Naszym problemem w sobotę był brak kreatywnych zawodników. We wtorek zagra jednak Xabi Alonso. On jest jedynym, który może zmienić nasz styl gry" - ocenił Portugalczyk.

Na korzyść Tottenhamu w pojedynku z Realem przemawia fakt, że Hiszpanie nie potrafili zdobyć bramki w czterech ostatnich meczach, ani wygrać żadnego z ostatnich pięciu spotkań z angielskimi zespołami.

"Koguty" z kolei wygrały tylko dwa z dziewięciu ostatnich wyjazdowych pojedynków w Lidze Mistrzów. Przegrały także wszystkie siedem ostatnich meczów z hiszpańskimi ekipami. Ostatnim zwycięstwem nad drużyną z tego kraju był finał nieistniejącego już Pucharu Zdobywców Pucharu z 1963 roku, wygrany z Atletico Madryt 5:1.