Polki muszą zadowolić się dziewiątym miejscem
Oba zespoły spotkały się niemal równo rok temu w meczu o brązowy medal Ligi Narodów. Biało-czerwone w Łodzi wygrały 3:1 i po raz trzeci z rzędu stanęły na podium. Stawka niedzielnego spotkania również była bardzo wysoka - zwycięzca otrzymywał bilet na turniej finałowy do Makau, a przegrany kończył rozgrywki.
O wygranej Azjatek zadecydowały dwie ostatnie piłki w tie-breaku. Podopieczne trenera Stefano Lavariniego po trzech udanych sezonach w LN, muszą zadowolić się dziewiątym miejscem.
Blok atutem Polek w pierwszym secie
Polskie siatkarki na początku lepiej poradziły sobie z presją i w pierwszym secie szybko zbudowały wysoką przewagę. Przy prowadzeniu 11:4 Magdalena Stysiak trochę pomogła rywalkom atakując w blok, a Maja Koput posłała piłkę w aut, ale po chwili 19-letnia środkowa zatrzymała Mayu Ishikawę. Gwiazda japońskiej reprezentacji mocno zawodziła w ataku w pierwszych fragmentach spotkania.
Mały przestój przytrafił się Polkom przy stanie 15:8. Rywalki wygrały trzy akcje z rzędu, a Lavarini wolał nie czekać na dalszy rozwój sytuacji i szybko poprosił swoje podopieczne na krótką rozmowę. Przerwa pomogła, bowiem Ishikawa pomyliła się na zagrywce, a biało-czerwone momentalnie wróciły do dobrej gry. Do końca partii trwała wyrównana walka, ale cały czas przy cztero-pięciopunktowej przewadze Polek, które nie ustępowały Japonkom w obronie, a do tego zdecydowanie lepiej radziły sobie w bloku, sporo też notowały wybloków.
Polki awans miały na wyciągnięcie ręki
Miejscowe poprawiły skuteczność na początku drugiego seta, lecz Polki nie dały im się rozkręcić. Kilkoma udanymi akcjami w bloku i ataku popisała się Koput i podopieczne Lavariniego szybko przejęły inicjatywę wychodząc na prowadzenie 12:9. Ferhat Akbas, turecki trener, który przez dwa sezony prowadził m.in. Chemika Police, poprosił o czas, ale niewiele to pomogło. Po kilku kolejnych zbiciach Moniki Lampkowskiej i udanym bloku rozgrywającej Katarzyny Wenerskiej Polska wygrywała już 19:11 i awans do turnieju finałowego miała już na wyciągnięcie ręki.
Trzecia odsłona również miała wyrównany początek, ale w miarę upływu czasu Japonki sprawiały lepsze wrażenie i nie grały już tak nerwowo, jak w pierwszych dwóch setach. Lavarini bardzo szybko reagował na złe zagrania Polek, o pierwszy czas poprosił przy prowadzeniu Azjatek 12:10, a po chwili, po kolejnych dwóch straconych punktach, wykorzystał drugą przerwę na żądanie.
Japonki odrobiły straty
Siatkarki z Kraju Kwitnącej Wiśni, dopingowane przez blisko 7,5 tysiąca kibiców, pewnie przyjmowały zagrywkę, a rezerwowa rozgrywająca Nanami Seki umiejętnie gubiła polski blok. Nie do zatrzymania była Wada, która każdą piłkę w górze zamieniała na punkt. W końcówce Azjatki jeszcze bardziej się nakręciły - wygrały trzy akcje z rzędu i prowadziły już 23:18.
Lavarini wprowadził na boisko Alicję Grabkę i Julię Szczurowską, ale podwójna zmiana okazała się nieco spóźniona i rezerwowe zawodniczki nie były już w stanie odwrócić losów seta.
Niewiele się zmieniło po krótkiej przerwie. Miejscowe po wygranej partii poczuły się pewniej i nawet w bloku radziły sobie lepiej niż biało-czerwone. Polki, które w dwóch pierwszych setach solidnie pracowały w defensywie, przepuszczały wiele dość łatwych piłek. Japonki kontynuowały dobrą grę i po dość szczęśliwym asie serwisowym Yoshino Sato zwiększyły przewagę do pięciu "oczek" (18:13). Siatkarki Lavariniego, mimo niezłej końcówki, tych strat nie były już w stanie odrobić.
Szczęście było po stronie Azjatek
W tie-breaku emocje sięgnęły zenitu. Początkowo Azjatki prowadziły, ale ich przewaga nie wynosiła więcej niż dwa punkty. Na moment biało-czerwone przejęły inicjatywę po bloku Magdaleny Jurczyk oraz ataku Stysiak, lecz później znów bliżej celu były gospodynie. Polki nie poddawały się nawet w momencie gdy było już 11:13. Wówczas przez blok przeciwniczek przedarła się Lampkowska, a w kolejnej akcji Jurczyk ponownie dołożyła blok i był remis. W decydującym momencie szczęście uśmiechnęło się do Japonek - Sato z bardzo trudnej piłki obiła ręce Stysiak, a po chwili piłka po serwisie tej samej zawodniczki otarła się o taśmę i spadła przed interweniującą Aleksandrą Szczygłowską.
Najwięcej punktów dla Polski zdobyły Stysiak - 27 i Lampkowska - 14; dla Japonii Wada - 27, Mayu Ishikawa i Yoshino Sato po 18.
Awans do turnieju finałowego LN (22-26 lipca w Makau) wcześniej zapewniły sobie reprezentacje: Stanów Zjednoczonych, Włoch, Brazylii, Turcji, Holandii, Kanady oraz Chin, która - jako gospodarz - miała zagwarantowany udział bez względu na miejsce w tabeli.
- Japonia – Polska 3:2 (20:25, 14:25, 25:19, 25:21, 15:13)
- Japonia: Erika Sakae, Yukiko Wada, Nichika Yamada, Haruyo Shimamura, Mayu Ishikawa, Yoshino Stato – Manami Kojima (libero), Satomi Fukudome (libero) – Hinata Shigihara, Ayane Kitamado, Nanami Seki, Maki Yamaguchi, Miku Akimoto, Miiku Iwasawa
- Polska: Katarzyna Wenerska, Magdalena Stysiak, Maja Koput, Magdalena Jurczyk, Julita Piasecka, Monika Lampkowska – Aleksandra Szczygłowska (libero) – Justyna Łysiak, Paulina Damaske, Julia Szczurowska, Alicja Grabka, Anna Obiała, Julia Orzoł
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
