"Za mną bardzo dobry weekend" - przekonuje Kowalczyk, choć część kibiców, przyzwyczajonych do widoku Polki na podium i walki z Norweżką Marit Bjoergen, mogło się pewnie wystraszyć.

Reklama

"Przewaga Bjoergen w sobotę była wielka, to prawda. Ale jestem pewna, że ze startu na start będzie się zmniejszać. Gdybyśmy w sobotę biegły stylem klasycznym, a nie dowolnym, różnica byłaby mniej wyraźna, o ile w ogóle widoczna. I jeszcze jedno - jeśli w czołówce jest sześć czy siedem Norweżek, znaczy to, że dziewczyny z tego kraju są w tej chwili w dużo wyższej dyspozycji niż reszta świata" - analizuje Justyna i trudno nie przyznać jej racji.

Widać jak na dłoni, że Norweżki walczą jak wściekłe o miejsce w kadrze na mistrzostwa świata, które w tym sezonie odbędą się w Oslo. Bjoergen o pozycję w reprezentacji martwić się oczywiście nie musi, ale ona zawsze na początku sezonu jest piekielnie silna. "Marit nie ma wybitnej techniki w łyżwie, po prostu bardzo szybko przekłada nogi. Tak się dzieje w przypadku osób w szczytowej formie" - mówi Polka.

>>> Lechia ma nowego bogatego sponsora