Wielka Brytania słynie z kapryśnej pogody. Włodarczyk, która będzie bronić tytułu jest przygotowana na wszystko.

„Nie ma znaczenia dla mnie, czy koło będzie tępe, czy też popada deszcz. Mam dwie pary obuwia. Nic mnie nie zaskoczy” – zapewniła.

I właśnie cały sekret tkwi w... butach. „Zawsze pasowały mi modele z lat 2009-11. Później była nowa kolekcja, całkowicie inaczej wyprofilowana. W tym sezonie poprosiłam firmę Nike, żeby przywrócili mi kolekcję z 2009 roku. Specjalnie dla mnie wyprodukowali tę partię i teraz w nich startuję. Czuję się w nich najlepiej. To też bardzo ważny dla mnie czynnik” – powiedziała.

Włodarczyk jest dominatorką w swojej konkurencji. Teraz też jedzie jako faworytka, a druga na listach Amerykanka Gwen Berry ma wynik gorszy o... sześć metrów.

„Nigdy nikogo nie lekceważę. Zawsze wychodzę na start i skupiam się na sobie. Jestem faworytką, ale zawsze coś się może wydarzyć. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Jeżeli przez tyle lat potrafiłam sobie poradzić z tą rolą, to mam nadzieję, że teraz też tak będzie” - oceniła.

Zawodniczka warszawskiej Skry w tym sezonie wiele przeszła. Najgorsze były kłopoty zdrowotne. W czerwcu czuła się słabo, mniej trenowała. To odbiło się też na psychice.

„Teraz już się podniosłam z tego wszystkiego. Staram się o tym nie myśleć. Najważniejsze, że czuję się w miarę ok i mogę normalnie trenować. Znowu nauczyłam się dzięki temu cierpliwości, bo wiedziałam, że jak sprawy zdrowotne się wyprostują to będzie ok. Mimo że jestem doświadczona, ta sytuacja nie była dla mnie łatwa. Była potrzebna interwencja psychologa. Spotkałam się z Nikodemem Żukowskim, przez dwa dni rozmawialiśmy i dziękuję, że potrafił mi pomóc. Współpracujemy już 13 lat, więc wie jak do mnie dotrzeć” – wspomniała.

Włodarczyk mówi wprost: „Jeśli zdobędę złoto, ale nie poprawię rekordu świata, będę zawiedziona”. Co to dokładnie znaczy, nie wiadomo. Mistrzyni olimpijska nie jest w stanie określić na jaki wynik jest gotowa, ale na lepszy niż 82,98. Tyle osiągnęła przed rokiem w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie i taki jest rekord globu.

Z Londynu ma dobre wspomnienia. W 2012 roku właśnie nad Tamizą wywalczyła srebrny medal olimpijski. Ale... zwyciężczyni tamtego konkursu Rosjanka Tatiana Łysenko była na dopingu i złoto przyznano Włodarczyk.

„Cały czas czekam na medal. Trzeba być cierpliwym i mam nadzieję, że niebawem to nastąpi. Nie ukrywam, że władze MKOl zrobiłyby mi fajny prezent, gdyby ceremonia odbyła się właśnie w trakcie mistrzostw świata, na tym samym stadionie, ale do tego chyba nie dojdzie” – powiedziała.

W stolicy Wielkiej Brytanii liczy także na... doping polskich kibiców.

„Mam zawsze sentyment do miejsc, gdzie zdobywałam medale. Chętnie wracam do Berlina, gdzie wszystko się tak naprawdę zaczęło. To dla mnie ważne, że mam dobre wspomnienia z Londynu. Dostaję też dużo informacji, że wybierają się na mój konkurs Polacy tam mieszkający. To też będzie czynnik motywujący” - przyznała.

Eliminacje rzutu młotem kobiet odbędą się w sobotę. Dwa dni później jest finał. Oprócz Włodarczyk Polskę reprezentować będą Malwina Kopron (AZS UMCS Lublin) - z piątym w tym sezonie wynikiem na świecie 75,11 i z szóstym Joanna Fiodorow (OŚ AZS Poznań) - 75,09.

„Fajnie by było, gdybyśmy w trójkę były w finale. Na to liczę” – zaznaczyła Włodarczyk.