Wszystko rozbija się o kwotę, której Kosowski domaga się za złożenie podpisu pod nowym kontraktem. Reprezentant Polski oczekuje za to od klubu 200 tysięcy euro. Zbyt dużo? To ogromna kwota, ale podobne pieniądze otrzymał Andrzej Niedzielan, wiążąc się z krakowianami.

Reklama

Za to o takich pieniądzach dla "Kosy" w klubie nikt nie chce nawet słyszeć. "On nie jest wart aż tak dużych sum. Bez problemu znajdziemy dla niego zastępcę" - mówi "Faktowi" anonimowo pracownik Wisły.

Dyrektor sportowy Wisły Jacek Bednarz przedstawił Kosowskiemu warunki nowej trzyletniej umowy z Białą Gwiazdą. Kamil za rok gry miałby dostawać 200 tys. euro, ale połowa tej sumy byłaby uzależniona od ilości występów na boisku. "To lukratywny kontrakt. Najwyższy, na jaki stać obecnie Wisłę" - przekonuje Bednarz. Zupełnie innego zdania jest Kosowski. "Traktują mnie tu jak wychowanka" - uważa pomocnik.

Wisła nie chce także spełnić jeszcze jednego z postulatów piłkarza. "Gdy cztery lata temu podpisywano kontrakt, klub obiecał zawodnikowi kupno wykończonego mieszkania w Krakowie. Teraz Wisła nie ma zamiaru wywiązać się z danego słowa" - dodaje działacz klubu.

Najbardziej zmartwiony całą sytuacją jest trener Maciej Skorża. To właśnie dzięki jego staraniom "Kosa" powrócił pod Wawel latem tego roku. "Wisła bez Kamila? Ciężko mi to sobie wyobrazić. To szalenie ważny piłkarz w mojej taktyce" - podkreśla szkoleniowiec.

Przyszłość Kosowskiego uważnie śledzą działacze Zagłębia Lubin. W razie niepowodzenia rozmów z Białą Gwiazdą miedziowy klub jest gotowy przedstawić mu swoją propozycję. "To najlepszy pomocnik w lidze. Potrzebujemy takich piłkarzy jak on" - przyznaje osoba związana z lubińskim klubem.