Dziennik Gazeta Prawana logo

W Wydziale Szkolenia menedżer atakuje Leo

23 września 2008, 01:14
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Menedżer Radosław Osuch w poprzednim tygodniu spotkał się z członkami Wydziału Szkolenia Polskiego Związku Piłki Nożnej, gdzie bezpardonowo zaatakował Leo Beenhakkera, a przede wszystkim Jana de Zeeuwa. Holendrzy zostali oskarżeni o działania na szkodę polskiej piłki i realizację przy kadrze własnych interesów - pisze DZIENNIK.

>>>Osuch mówi, że Leo handluje żywym towarem

Wcześniej menedżer pisał o tym w serii felietonów na swoim portalu internetowym goool.pl. Na razie szczegóły spotkania z trenerami są tajne, bo menedżer musi podpisać protokół ze spotkania i tym samym potwierdzić oskarżenia i nadać sprawie oficjalny wymiar. "Póki pan Osuch nie złoży parafki, nie będziemy komentować" - mówi szef Wydziału Szkolenia, Jerzy Engel.

Osuch uchyla nieco rąbka tajemnicy. "Przede wszystkim opowiadałem o niejasnych układach rządzących w kadrze. Skandalem jest obecność w sztabie De Zeeuwa. Ten facet wcale nie zawiesił swojej licencji menedżerskiej. A przepisy wyraźnie mówią, że podejmując pracę w jakiejkolwiek federacji narodowej trzeba skończyć z menedżerką" - mówi. Oficjalna wersja powtarzana także przez Beenhakkera jest jednak taka, że De Zeeuw już nie działa w branży i zajmuje się tylko sprawami reprezentacji.

De Zeeuw odpiera ten atak. "Nie dość, że nie mam licencji, to jeszcze jej nigdy nie miałem" - zdradza.

Engel stara się bagatelizować sprawę Osucha. "On chciał tylko podzielić się z nami wiadomościami na temat pewnych układów i tego co się dzieje w kadrze. Szum jaki się zrobił wokół jego wystąpienia jest nieuzasadniony. Komuś zależało na zamieszaniu" - mówi. Zarzuty Osucha są bardzo mocne. "Myśli pan, że to jest przypadek, że siedmiu zawodników z Górnika Zabrze było powoływanych do kadry? Górnika, który dziś jest najsłabszą drużyną w Polsce? Otóż były prezes klubu z Zabrza, menedżer Ryszard Szuster robił swego czasu biznesy z De Zeeuwem" - sugeruje Osuch.

"Kolejny chybiony zarzut" - kontruje De Zeeuw. "Ja pana Szustera nie znam, a już na pewno nie łączyły nas żadne interesy. Być może kiedyś się spotkaliśmy, ale przypadkowo" - podkreśla.

"A dlaczego do kadry powołany został Tomasz Zahorski, a nie strzelający gola za golem Dawid Jarka?" - pyta Osuch. "To proste, bo Jarka podpisał kontrakt z Jarosławem Kołakowskim, a Zahorski pozostawał bez menedżera. Tak samo jak bez menedżera jest Michał Pazdan, Adam Kokoszka i inni powoływani, którzy są po prostu na kadrę za słabi" - odpowiada.

"Zarzuty o to, że razem z Leo mamy zyski z transferów są śmieszne" - spokojnie mówi De Zeeuw. "Przede wszystkim proszę mi te transfery pokazać, bo z tego co wiem to i Zahorski i reszta nie zostali nigdzie sprzedani" - dodaje.

Sprawa ma znaleźć finał w sądzie. Jak twierdzi dyrektor reprezentacji prawnicy już nad nią pracują. "Oczywiście o dowody jest bardzo trudno w takiej sprawie, ale coś na pewno będę miał. Nie jestem głupi i nie przystąpię do tej walki nieprzygotowany" - twierdzi Osuch. "To jest skandal, że nie mam prawa do krytyki. Nie można ludzi straszyć sądem za wyrażenie swojej opinii" - dodaje Osuch, chyba nie zdając sobie sprawy, że te wystąpienia to już nie krytyka, a publiczne oskarżenia.

Najbardziej zastanawiające w tej całej sprawie jest jednak to, dlaczego menedżer przedstawiał swoje rewelacje na Wydziale Szkolenia? To przecież sprawa dla Wydziału Dyscypliny lub Komisji Etyki PZPN. A może i prokuratury? "Na pewno nie będę szedł z tym do prokuratury" - zapewnia Osuch. "Nie widzę w tym, co pan Osuch mówił niczego, co mogłoby zaciekawić prokuratorów" - twierdzi Engel. "A dlaczego na Wydziale Szkolenia? Praca menedżerów rzutuje na szkolenie. Poza tym pan Osuch do mnie zadzwonił i chciał przedstawić swoje oświadczenie" - tłumaczy.

"Już nie pamiętam kto do kogo zadzwonił. To temat zastępczy" - mówi stanowczo Osuch. "Nie wiem, czy taki zastępczy" - zastanawia się De Zeeuw. "Szefem wydziału jest wiceprezes PZPN..." - przypomina. Engel jednak odrzuca zarzuty, że spotkanie z Osuchem jest elementem kampanii przed zbliżającymi się wyborami prezesa PZPN. "Przecież nikt z obecnych na sali nie kandyduje na prezesa" - twierdzi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj