GKS na przerwę schodził z dwubramkową zaliczką
Pod Jasną Górą zmierzyli się przedstawiciele Ekstraklasy. W ligowej tabeli obie drużyny mają po 39 punktów. Raków jest szósty, a GKS siódmy. W obecnych rozgrywkach podopieczni Łukasza Tomczyka dwukrotnie zmierzyli się z ekipą Rafała Górka. Za pierwszym i drugim razem lepsze były "Medaliki", które wygrywały 1:0. W czwartkowy wieczór okazało się, że powiedzenie do trzech razy sztuka nie obowiązuje w przypadku piłkarzy z Katowic. Goście znów musieli uznać wyższość rywali. Choć po pierwszej połowie byli blisko awansu do finału.
W 21. minucie wynik spotkania otworzył Erik Jirka. Słowak dostał podanie od Bartosza Nowaka, w polu karnym przełożył piłkę z prawej nogi na lewą i mocnym strzałem pokonał Oliwiera Zycha.
Tuż przed końcem pierwszej części drugą bramkę dla przyjezdnych zdobył Arkadiusz Jędrych. Oskar Repka faulował Nowaka i sędzia wskazał na jedenasty metr. Piłkę na wapnie ustawił obrońca zespołu z Katowic, który pewnie pokonał golkipera Rakowa.
Raków w trzy minuty strzelił dwa gole
Gospodarze nie załamali się dwubramkową stratą. Wręcz przeciwnie. Na drugą połowę wyszli mocno zmotywowani. To bardzo szybko przyniosło efekt. Trzy minuty po wznowieniu gry było już 2:2.
Najpierw kontaktowego gola strzelił Jonatan Braut Bunes, a chwilę później do remisu doprowadził Bogdan Racovitan.
Kontrowersja przy bramce dla Rakowa
W 68. minucie miejscowi po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie. Tym razem do siatki trafił Lamine Diaby-Fadiga. Napastnik Rakowa dobił piłkę do bramki, po jak Dawid Kudła odbił ją po rzucie karnym wykonywanym przez Brunesa. Cała sytuacja wywołała spore kontrowersje. Sędziowie VAR długo analizowali, czy strzelec gola nie wbiegł zbyt szybko w pole karne. Ostatecznie nie dopatrzyli się złamania przepisów, ale telewizyjne powtórki pozostawiają wątpliwości.
Na tym nie koniec emocji. W doliczonym czasie gry do remisu doprowadził Adam Zrelak i chwilę później sędzia zarządził dogrywkę.
Zych bohaterem serii rzutów karnych
W dodatkowych trzydziestu minutach gry kibice obejrzeli dwa gole. Po jednym dla każdej z drużyn. W 112. minucie pecha miał Alan Czerwiński, który zaliczył samobójcze trafienie. Do serii rzutów karnych w 116. minucie doprowadził Eman Markovic.
W konkursie jedenastek więcej zimnej krwi i precyzji wykazali zawodnicy Rakowa. W trzeciej kolejce Jirka uderzył lekko i sygnalizowanie. Zych bez trudu odbił piłkę. W czwartej serii bramkarz ekipy z Częstochowy obronił strzał Markovicia i stało się jasne, że w finale Pucharu Polski zagra Raków.