Leo Beenhakker: To nie jest miłe, ale uwierzcie lub nie, nie ma to nic wspólnego ze złym zachowaniem. Podjąłem trudną decyzję o zawieszeniu tych trzech piłkarzy: Boruca, Dudki i Majewskiego,
bo miałem naprawdę swoje powody. Jako trener po prostu musiałem to zrobić, nie miałem innego wyjścia.
Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to są wewnętrzne sprawy kadry. Musi wam wystarczyć oświadczenie, które wydałem. Ten incydent nie może zakłócić rytmu pracy reprezentacji. Jesteśmy
przed ważnymi meczami eliminacyjnymi mistrzostw świata - ze Słowenią i San Marino. Teraz skupiam się na tym, których piłkarzy powołać na zgrupowanie do Wronek. Różnica jest taka, że
trzech nowych będzie miało szansę wskoczyć do kadry.
Nie, absolutnie tak tego nie odbieram. Mamy ustalone konkretne zasady. Zawodnicy je znają, wszystko było więc jasne, od samego początku. Zawsze wyrażałem się precyzyjnie, gdzie leży granica,
której przekroczyć nie wolno. Myślę, że każdy trener ma takie granice, które wyznacza swoim piłkarzom. I one zostały w tym przypadku przekroczone. Dlatego winni muszą ponieść
konsekwencje.
Wiem jak sobie z tym poradzić i rozwiążę ten problem, ale nie chcę, żeby to media były pośrednikiem. Dla mnie argumentem numer jeden w tych rozmowach będzie dyscyplina. Tak było zawsze,
odkąd pracuję jako trener.
To nie jest dla mnie niespodzianka. Jednak w życiu musisz wybierać - czy chcesz sie bawić, czy osiągać rezultaty, a także - co często jest do tego podstawą - czy potrafisz utrzymać ten
"team spirit". Mogę wiedzieć, co to jest polski sposób życia i w żaden sposób go nie osądzać. Ale to nie jest jednocześnie piłkarski sposób życia.
Tak, proszę pana. Tak. Jestem gotów na wszystko. Za długo pracuję w tym zawodzie, żeby jakaś sytuacja mnie przerosła.