Cała Szkocja jest poruszona zachowaniem Artura Boruca. Bramkarz, uznawany za gorliwego katolika, porzucił rodzinę dla nowej partnerki. Boruc, zamiast rehabilitacji, zafundował sobie podczas pobytu w Polsce jedną wielką imprezę. O reprezentanta Polski martwi się już nawet jego ojciec Władysław Boruc. "Coś jest nie tak. Zupełnie jakby opętał go szatan" - mówi zdenerwowany.
Boruc jest krytykowany w Szkocji z każdej strony. Najpierw za wyskoki alkoholowe karali go Gordon Strachan i Leo Beenhakker. Później zawalił bramkę w meczu ze Słowacją. Władze szkockiej ligi ukarały go również grzywną w wysokości 500 funtów za niecenzuralny gest, skierowany w stronę kibiców Glasgow Rangers. A teraz jeszcze ta nieszczęsna "rehabilitacja".
Podopiecznego broni już tylko trener Gordon Strachan. "Każdy może się napić piwa i spotkać z ładną kobietą" - powtarza jak mantrę. Nawet ojciec Boruca, Władysław, jest zaniepokojony tym, co dzieje się z naszym bramkarzem. "Boję się o jego formę i nie chodzi tylko o boisko. Coś jest nie tak z jego prywatnym życiem. Zupełnie, jakby dopadł go szatan" - mówi na łamach "The Scottish Sun".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|