Zdaniem wiceprezydenta Zapowiedział też, że w związku z tym złoży do ministra sportu Mirosława Drzewieckiego wniosek o wstrzymanie rozpoczęcia rozgrywek. Jeśli pochodzący z Łodzi minister podejmie interwencję, ekstraklasa nie wystartuje w najbliższy piątek, tak jak zaplanowano.
Na czym konkretnie miałoby polegać przestępstwo? Na jej podstawie PZPN dopuścił klub z Krakowa do rozgrywek. Okazało się jednak, że . W dokumencie, do którego dotarli łodzianie, jest bowiem tylko zgoda klubu Zagłębie Sosnowiec, który miałby użyczyć stadionu Cracovii. Sęk w tym, że to nie Zagłębie, lecz Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji jest właścicielem stadionu, a jego przedstawiciele żadnej promesy nie podpisywali i w ogóle nie rozmawiali z Cracovią. Nie ma też zgody policji na organizowanie imprez masowych, która też jest wymagana.
Rolą prokuratury jest ustalenie, czy winna jest Cracovia, która przedstawiła nieprawdziwe dokumenty, czy komisja licencyjna, która przekroczyła uprawnienia i nienależycie starannie rozpatrywała wniosek. Mielibyśmy tu przypadek działania na niekorzyść innego klubu" - powiedział DZIENNIKOWI jeden z prawników zajmujących się sprawą ŁKS. "Trudno dać wiarę, że w takiej sprawie komisja licencyjna mogła, ot tak, coś przeoczyć, skoro z podobnej mocy ŁKS nie dostał pozwolenia na grę w ekstraklasie" - dodał.
Prawnicy ŁKS wyciągnęli sprawę Cracovii, aby na forum mediów pokazać, że poważne uchybienia we wnioskach licencyjnych miało przynajmniej jeszcze kilka innych klubów, a nie zostały one potraktowane tak surowo i dostały pozwolenie na grę w ekstraklasie. Badają oni również dokumenty, jakie złożyła Lechia Gdańsk, i zapowiadają, że niebawem publicznie zapytają, dlaczego dopuszczono do rozgrywek klub poważnie zadłużony.
Niezależnie od złożonego wczoraj zawiadomienia na Cracovię Wcześniej w najbliższy piątek rano przed sądem mediacyjnym przedstawiciele PZPN (m.in. Antoni Piechniczek i Andrzej Wach) spotkają się z działaczami ŁKS.
"Po tym wszystkim, co się ostatnio stało, straciłem wiarę w to, że istnieje sprawiedliwość, ale teraz ona wraca. Zaczyna się prawdziwa wojna. Nie będzie to jakieś pieniactwo i wykrzykiwanie, ale walka na argumenty. Te mamy bardzo mocne. Wielu niezależnych od siebie dobrych prawników wydało opinię, że w procesie licencyjnym w przypadku ŁKS i nie tylko nastąpiły poważne uchybienia. " - zapowiada dyrektor sportowy ŁKS Tomasz Kłos.
Nie wiadomo, jak na deklarację ŁKS zareaguje PZPN. Gdyby nie odłożył rozgrywek i definitywnie nie dopuścił do nich ŁKS, a sąd administracyjny wydałby wyrok korzystny dla klubu, związek zostałby narażony na poważne straty. Piłkarze ŁKS i działacze już zapowiedzieli, że będą w takim wypadku żądać odszkodowania.