Dziennik Gazeta Prawana logo

Papszun nie zgadza się z decyzją sędziego. Legia odwoła się od czerwonej kartki Augustyniaka

dzisiaj, 07:12
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Papszun nie zgadza się z decyzją sędziego. Legia odwoła się od czerwonej kartki Augustyniaka
Papszun nie zgadza się z decyzją sędziego. Legia odwoła się od czerwonej kartki Augustyniaka/PAP
Legia Warszawa w 30. kolejce Ekstraklasy została znokautowana. Drużyna Marka Papszuna przegrała w Poznaniu z miejscowym Lechem aż 0:4. Spory wpływ na końcowy wynik miała decyzja sędziego Piotra Lasyka, który w 21. minucie ukarał Rafała Augustyniaka czerwoną kartką. Trener stołecznej drużyny krytycznie odniósł się do werdyktu arbitra. Zapowiedział, że klub będzie się odwoływał.

Legia w osłabieniu straciła trzy gole

W 18. minucie spotkania w Poznaniu Augustyniak sfaulował Leo Bengtssona. Lasyk początkowo ukarał obrońcę gości żółtym kartonikiem, ale po wideoanalizie, odesłał przedwcześnie piłkarza do szatni. Lech wówczas prowadził 1:0, ale grając w przewadze, do przerwy strzelił jeszcze trzy gole.

To był specyficzny mecz, w którym sporo się działo, ale nic dobrego dla nas. Źle weszliśmy w to spotkanie. Straciliśmy gola już w trzeciej minucie, ale my już jesteśmy na takim etapie, że potrafimy wyjść z takiej sytuacji. Kluczowa była jednak czerwona kartka. Moim zdaniem nieuzasadnione było wołanie sędziego Lasyka do monitora, bo nie było żadnych podstaw do tego, by VAR musiał interweniować. Mam nadzieję tylko, że nie będzie tu naciąganej argumentacji i ta kartka zostanie anulowana, a Augustyniak zagra w następnym spotkaniu. Tyle, że wyniku nam już nikt nie wróci - skomentował Papszun.

Papszun i jego piłkarza już myślą o meczu z Widzewem

Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że jego zespół, nawet grając w osłabieniu, nie powinien tak niefrasobliwie zachowywać się w defensywie. Kamyczek i to nie mały… a właściwie głaz do naszego ogródka. Między 30 a 45 minutą w obronie zachowywaliśmy się, jak nie my. Już nie jesteśmy na takim poziomie, żeby tak łatwo dać sobie strzelić trzy bramki. W pressingu byliśmy o tempo spóźnieni, tak samo jak w obronie niskiej. Trochę jakbyśmy na zaciągniętym ręcznym tu przyjechali i dalej chcieli cisnąć na tym ręcznym. A z Lechem tak się nie da, tu trzeba pełną parą i gaz do dechy - tłumaczył Papszun.

Jego zdaniem, po zmianie stron jego podopieczni momentami prezentowali się całkiem nieźle. Pochwała dla drużyny, że nie skompromitowaliśmy się jeszcze bardziej, a całkiem przyzwoicie zaczęliśmy grać w drugiej połowie. Musimy myśleć już o kolejnym spotkaniu, bo czeka nas ultra ważny mecz u siebie z Widzewem. Wierzę, że z kibicami, którym dziękuję za przybycie do Poznania, pociągniemy razem i zdobędziemy cenne trzy punkty - podsumował.

Lech na dobrej drodze do obrony tytułu

Trener mistrzów Polski Niels Frederiksen przyznał, że jego zespół zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Powiedziałem moim zawodnikom po meczu, że mamy wiele powodów do radości. I to nie dlatego, że wszystko jest już jasne, bo jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte. Jestem zadowolony z tego, jak dziś zagraliśmy i oczywiście - ze zwycięstwa - podkreślił.

Duńczyk nawiązał także do czerwonej kartki Augustyniaka. Jak przyznał, miało to wpływ na grę, ale nie decydujący. Ktoś może powiedzieć, że rywal dostał czerwoną kartkę i grał większość meczu w osłabieniu. Bez wątpienia, to miało wpływ na przebieg spotkania, ale to Legia popełniła błąd, że otrzymała czerwoną kartkę. Poza tym, wówczas już prowadziliśmy 1:0 i moim zdaniem, do tego momentu byliśmy lepszym zespołem. Zakładaliśmy, że Legia cofnie się i będzie starała się jak najdłużej utrzymać to 0:1, by w końcówce spotkania podjąć ryzyko i mocniej nas zaatakować. Natomiast nie byli w stanie tego zrobić, a to dlatego, że dziś mieliśmy dużo jakości, gdy byliśmy w posiadaniu piłki. Zdobyliśmy kolejne gole i w sumie szybko zamknęliśmy ten mecz - ocenił.

"Kolejorz" jest na dobrej drodze, by obronić mistrzostwo kraju. Ma trzy punkty przewagi nad Górnikiem Zabrze, z którym ma lepszy bilans bezpośrednich meczów. Uważam, że w drugiej rundzie dojrzeliśmy i rozwinęliśmy się jako zespół. Przed początkiem sezonu doszło wielu nowych zawodników, potrzebowaliśmy czasu, by ich zintegrować z resztą zespołu. Do tego doszła spora liczba kontuzji. Po świątecznej przerwie wyglądaliśmy zupełnie inaczej, to też widać po punktach. Teraz notujemy średnią powyżej dwóch punktów na mecz, w pierwszej rundzie to było na poziomie 1,5 - stwierdził Frederiksen.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj